Uciekając od życia zostaje nam go coraz mniej, czyli gonimy za śmiercią, za naszym wyobrażeniem końca. Żeby od niego uciec i nie skonfrontować się z nim jesteśmy bardzo sprawni w wymyślaniu coraz to nowych narracji, które zapewnią nam “niepamięć” o tym co oczywiste. Że to wszystko ma swój koniec. Szczególnie w czasie kwarantanny i sytuacji której doświadczamy – choroby i informacji o śmierci ten lęk jest szczególnie w nas poruszany.

 

Lęk przed śmiercią i niebytem jest bardzo paraliżujący, dlatego jest szczelnie ukryty przed nami samymi i rzadko kiedy mamy do niego świadomie dostęp. Obecny czas sprawia, że kontakt z nim może być częstszy i głębszy. Za sprawą wielu pojawiających się informacji, zagrożenia dotyczącego pracy, bliskich, czasem najzwyczajniej zmiany funkcjonowania tzw normalnego –  sprawia, że może on wypłynąć na “powierzchnię”  świadomości. Szczelnie ukrywany przed nami samymi może zapukać do bram. I co wtedy zrobisz?

W  czasach niepandemii używamy wielu mechanizmów obronnych, aby nie skonfrontować się z tym lękiem i naturą rzeczywistości, w której wszystko jest zmienne i nietrwałe. Taką jaka jest, a nie sobie wyobrażamy. 

Jeden z moich znajomych, który był w momencie odchodzenia kilkunastu osób powiedział mi, że tylko 2 były pogodzone z sytuacją. 10%, tylko? Akurat w tej sytuacji tak było. Oni być może nie potrzebowali jakiegoś dodatkowego treningu (np zen) a pozostali? Z czym kończyli? Jak sobie radzili podczas życia?

 

Zajętość

Ciągła zajętość, to bardzo naturalny mechanizm obronny. Jest naturalnym continuum tego jak działa nasz umysł stale poszukując bodźców i czegoś do zrobienia. Dzięki ilości informacji jakie obecnie przepływają przez świat, ilość mediów, kanałów, form jest tak duża, że możemy być permanentnie zajęci. I nie mieć tzw czasu. 

Możemy być zajęci w 2 strony z jednej strony jako odbiorcy mediów – ciągle konsumując i przetwarzając. Telewizja, gry, Facebook a do tego aplikacje na smartfonie z powiadomieniami. 

Z drugiej strony część z nas jest tzw twórcami, którzy starają się audytorium pozyskać. i zająć, a najlepiej uzyskać jakiegoś rodzaju gratyfikację (oglądalność, lajki i udostępnienia). 

Gdzie tu moment na refleksję? Najlepiej w czasie bez-zajętości. Kwarantanna, utrata zdrowia, dramat życiowy, a może czasem po prostu zwykły przypadek? Czasem jednak nawet zderzenia czołowe ze ścianą życia nie pomaga.  Pozostajesz nadal na wpół żywy.

A co by się stało, gdyby nie było niczego do zrobienia, chodź by przez chwilę, może dłuższą?

 

Osiąganie

Osiąganie to doświadczanie rzeczywistości w którym wyobrażony obraz własnego siebie, dotarcia do celu kładziemy na ołtarzu przyszłej  rzeczywistości. Po co? Aby wytworzyć uczucie, lub ciąg uczuć i stanów emocjonalnych, który podtrzyma nas w odpowiednim nastroju. 

Ten obraz staje się dla nas paliwem. Czasami jest uświadomiony zazwyczaj nie. Możemy np próbować zadowolić kogoś na kim nam zależy/zależało w przeszłości. Najczęściej jest to ktoś od kogoś dostaliśmy za mało, niewiele, może wcale. Ale machina została uruchomiona a nawet wytrenowana (umysł) możemy tak kręcić w kółko przez lata, próbując zadowolić wirtualnego, ojca, matkę lub opiekuna. 

Osiąganie może pojawić się w każdym obszarze życia, zawodowym, rodzinnym, osobistym. W dbałości o ciało, intelekt, kulturę i inne postawy. Szczególnie widoczny jest w świecie biznesu – w teoriach poziomów świadomości – przykładowo Kena Wilbera jest to tzw pomarańcz, nastawiony na osiąganie, rywalizację – kwintesencja rynku kapitalistycznego. 

Podstawą tej postawy, jest znalezienie takiego celu/osiągnięcia, który byłby stale poruszający się, uciekający. Który by wyzwalał w nas wieczne niezaspokojenie i potrzebę osiągnięcia, bez osiągnięcia celu. To nie jest projekcja ale perspektywa jednego z Prezesów dużej spółki giełdowej, którego miałem okazję bliżej poznać.

A co by się stało gdyby nie było niczego do osiągnięcia?

 

Wizerunek

Nieśmiertelność w postaci wizerunku jest bardzo kuszącą propozycja dla ego, W czasach możliwości kształtowania swojego wizerunku w social mediach, zdjęcia, opisy lajki nabrało jeszcze większej mocy. 

Oczywiście to nie czasy faraona, kiedy na stworzenie i podtrzymanie wizerunku bóstwa wybranego władcy pracowała duża część Egipcjan, a podtrzymanie nieśmiertelności lub też życie na pełnym wypasie po drugiej stronie. 

Teraz jest to dużo łatwiejsze wystarczy komórka, komputer i oczywiście talent lub niezaspokojona potrzeba i tworzenie wizerunku. Ale co ma wspólnego wizerunek z ostatecznością? Pozwala nam zapomnieć, że ona jest – poza tym stworzenie wizerunku wydaje się nieśmiertelne, bo on przecież może przetrwać nasz koniec. 

Ale czasem wydaje nam się że ta pamięć o nas może przetrwać w umysłach innych osób. Czasem jest to wizerunek, czasem osiągnięcia, czasem postawa (dobrego człowieka) – patrz punkt wcześniej. 

Jakiś czas temu zapytałem znajomego dlaczego tak bardzo angażuje się w tworzenie firmy – bardzo dużej i prężnie działającej, ale kosztem zdrowia, nawet w momencie kiedy był tylko udziałowcem a nie właścicielem. Bo wiesz powiedział, kiedyś moje wnuki jak zobaczą co osiągnęliśmy to wtedy… No właśnie parę lat później okazało się, że nie pracuje już w tej firmie, owszem tworzy własną, bardzo dynamicznie i tym razem bez innych balastów. Tylko, czy będzie miał wnuki? I po co mu było te 20 lat złudzeń? Może potrzebne.

A co by się stało gdyby nie było nikogo do podtrzymania wizerunku?  

 

Jak to zmienić mądralo?

Nie wiem. Ale na pewno intelekt w tym nie pomoże, albo tylko na chwilę. Bo jeśli nie chcesz myśleć o wnukach to pojawią się prawnuki, albo świat, społeczeństwo, dla dobra społeczeństwa, może nie całego, ale jakiejś wybranej grupy, rodziny. Może tak być, kolejna narracja. 

Kiedy jednak porzuciłem tylko doświadczenia intelektualne, a osadziłem się w obecności to coś drgnęło, zaczęło pojawiać się doświadczenie. Przemijające, ale orzeźwiające, otrzeźwiające. 

Stałe? Nie, ale trwale zmieniające to, co było. Bezpowrotnie? Czasem tak, przynajmniej mam taką nadzieję.

Ale jak do tego dochodzi? Nie wiem, wiem jak zacząć.

Po prostu usiądź, teraz, nie za chwilę i powtarzaj to bez względu co się dzieje.

Czy to wystarczy? Nie wiem, być może. Być może wcale tego nie potrzebujesz, a być może to będzie najważniejsza rzecz w Twoi życiu.

I wtedy, no parę lat później, kiedy szedłem drogą, prostą, zwyczajną asfaltową. Tak po prostu. Poczułem, że mój wizerunek, który tworzyłem – nieświadomie, a który wydawało mi się, że się pozbyłem bo prostu “połączył się” ze mną. W zasadzie to było odczucie niemal fizyczne, cień, który tworzyłem, aby do niego dotrzeć, po prostu mnie dogonił… Jakby rzeczywistość tworzyła się poza czasem i przestrzenią i nagle połączyła się w jednym momencie. To doświadczenie fizycznego połączenia się wyobrażenia z przyszłości byłoby przelotnym odczuciem, gdyby nie spowodowało zmianę mojej postawy i porzucenie starych programów.

To doświadczenie stało się końcem budowania nieświadomych wyobrażeń na bazie niezrealizowanych potrzeb. Spowodowało ono odpomnienie po wielu tygodniach innej sytuacji, która zdarzyła się kilka lat wcześniej. Wtedy podczas zwykłego spaceru i obserwacji kwitnącego drzewa jabłoni, co zdarza się zaledwie tydzień w ciągu roku doświadczyłem głębokiego stanu otwarcia. Nie było mnie, tylko kwitnąca jabłoń. Percepcja wydawała się jedynym stanem. Czyste piękno, kolorów, przestrzeni. 100 m od śmietnika w którym wyrzucam odpady. Wtedy już wiedziałem, że nie należy lgnąc do takiego stanu, jest on niepowtarzalny i kiedy przez kolejne lata przechodziłem obok kwitnącego drzewa, tylko podczas tych 7 dni, tylko się w duchu uśmiechnąłem do siebie.

Jakąż niespodzianką okazał się nagły powrót tego obrazu jeszcze zima tego roku. Okazało się, że po doświadczeniu z “cieniem” pojawiło się pytanie:

A co by było gdybyś najpiękniejszą rzecz, sytuację już widział?

Na to pytanie pojawiła się kwitnąca jabłoń, ta obok śmietnika i odpowiedź. Być może to co najpiękniejsze już widziałeś, doświadczyłeś i był to właśnie ten moment sprzed lat, niepowtarzalny, nie do zapomnienia, przypomnienia w pełni tego doświadczenia.

I stała się rzecz niezwykła. Cały mój SYSTEM przyjął to. Wygasły do końca niektóre iluzoryczne pragnienia, które były tylko projekcjami. A jak JA się z tym mam? Traktuję od tego momentu doświadczenia, jak BONUS, bo przecież to najpiękniejsze już było. Więc nie napinam się za bardzo na to co będzie i łatwiej doświadczyć mi  “nurtu życia” – nawet w tak trudnej sytuacji jak obecna. 

 

4 komentarzy dla Koniec pogoni za życiem

  1. TE1 pisze:

    Moje życie jest snem, snem, który śni Bóg.
    Śmierć mojego ja,moje, jest przebudzeniem Boga.

  2. Robert pisze:

    Piękny wpis!!!Dziękuje:)

  3. TE1 pisze:

    Wpis zarezonował z Pięknem, które jest w Tobie Robert.

  4. Brawo! Bardzo ważny tekst.
    Dziękuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *