W poprzednich wpisach dzieliłam się z Wami wiedzą, doświadczeniem i refleksjami na temat świadomości ciała. Przyglądaliśmy się czym ona jest oraz jak ją odkrywać i rozwijać. Dzisiaj chciałabym zatrzymać się chwilę dłużej przy tym w jaki sposób „czucie siebie” może przełożyć się na podejmowanie decyzji – i to zwykle tych najlepszych dla nas.

 

Uczucia to chwilowe widoki fragmentów pejzażu ciała.

Ich zawartość jest szczególna – jest nią stan ciała.

/Antonio Damasio/

 

Popatrzymy więc jaki jest związek między doznaniami cielesnymi, a procesem podejmowania decyzji. Kilka lat temu prace Daniela Kahnemana (psycholog i ekonomista, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2002 roku) pokazały, że rozumowanie i korzystanie z intelektu podczas dokonywania codziennych wyborów i podejmowania mniej lub bardziej ważnych decyzji nie jest wcale tak efektywne i istotne jak nam się do tej pory wydawało.

Z kolei silny związek ciała, emocji i rozumu w procesie podejmowania decyzji wykazał Antonio Damasio (profesor neurobiologii, neurologii i psychologii). W swoich badaniach pokazał, że doznania cielesne mają znaczny wpływ na proces myślenia, a w efekcie na dokonywanie wyborów. Zrozumienie tego związku stanie się łatwiejsze, jeśli poznamy stworzoną przez niego hipotezę markera somatycznego.

Najprościej można ją przedstawić w ten sposób: w momencie podejmowania decyzji struktura podkorowa w naszym mózgu w oparciu o wyuczone skojarzenia wytwarza sygnał, który informuje o przewidywanych skutkach ewentualnej decyzji. Sygnał ten przyjmuje właśnie postać doznań cielesnych. Są one określane także jako doznania trzewne i obserwowane najczęściej w okolicy klatki piersiowej oraz brzucha.

Już na tym etapie wyjaśnień widać, że świadomość ciała przekłada się na większą świadomość tych doznań, a to z kolei – na zwiększenie prawdopodobieństwa podejmowania dobrych dla nas decyzji. Mamy już niepodważalny powód, dla którego warto rozwijać wrażliwość na tzw. komunikaty trzewne! To bardzo wzbogaca nasze możliwości doświadczania życia.

Te wspomniane odczucia z ciała, które sygnalizują pojawienie się uczucia, nazywamy właśnie markerami somatycznymi. Są one niejako sposobem na wymuszenie zatrzymania się i zauważenia zagrożenia albo korzyści, jaką jest dla nas dana sytuacja, a dokładniej- nasza ewentualna reakcja na tę sytuację. Taki sygnał może spowodować, że automatycznie, czyli poza świadomym wyborem, odrzucimy jakąś reakcję, możliwość działania i skupimy się na innej.

Dokładnie opisuje  ten mechanizm Antonio Damasio w swojej książce, którą gorąco polecam, „Błąd Kartezjusza. Emocje, rozum i ludzki mózg”. Między innymi nazywa on markery somatyczne „specjalnymi rodzajami uczuć generowanych na podstawie emocji wtórnych”. Te emocje i uczucia zostały – według Damasio – w procesie uczenia się powiązane z przewidywalnymi skutkami pewnych działań. Są więc swoistymi dzwonkami alarmowymi albo też … bodźcami zachęty.

Warto tutaj podkreślić, że markery absolutnie nie wyręczają nas w podejmowaniu decyzji oraz nie zwalniają z rozważań co zrobić w danej sytuacji. One po prostu zwracają naszą uwagę na pewne aspekty – korzystne lub negatywne, dzięki czemu pewne możliwości są automatycznie eliminowane i przez to nie zaprzątają nam głowy. Zyskujemy dzięki temu cenny czas. Markery można więc określić jako pewnego rodzaju kierunkowskazy.

Damasio wykazał, że nabywamy je nie tylko pod wpływem doświadczeń życiowych, ale też pod kontrolą wrodzonych preferencji, różnych czynników zewnętrznych oraz sytuacji, jakie pojawiają się w naszym życiu. Nie bez znaczenia są także wpływy kulturowe, normy etyczne i społeczne, jakie w nas zaszczepiono. Czym jest wspomniany system preferencji? Najprościej mówiąc to wrodzony regulator, coś na kształt biologicznego systemu wartości , który ma nam jako gatunkowi zapewnić przetrwanie, czyli unikanie bólu, maksymalizację przyjemności, również w kontekście relacji społecznych.

Podsumowując: podstawą neuronową tworzenia się markerów somatycznych jest proces uczenia się (który trwa całe życie!) różnych układów, które łączą przeróżne kategorie zdarzeń ze stanami przyjemnymi i nieprzyjemnymi ciała. Oczywiście pamiętajmy, że markery często działają poza naszą świadomością, czyli odczucia te nie muszą wcale przykuwać naszej uwagi.

Warto wspomnieć, ze obwody neuronowe, które odpowiadają za powstawanie markerów somatycznych, zlokalizowane są w korze przedczołowej i są wspólne dla generowania emocji wtórnych. Neuronaukowcy widzą więc od razu kilka ważnych związków: kora przedczołowa odbiera sygnały z wszystkich okolic czuciowych, a także z kilku obszarów mózgu odpowiedzialnych za bioregulację, np. jądra neuroprzekaźnikowe w pniu mózgu (dopamina, noradrenalina, serotonina) i w podstawie przodomózgowia (acetylocholina), w ciele migdałowatym, przedniej części obręczy oraz podwzgórzu. To pokazuje jak silny jest związek emocje – ciało – rozum.

Oczywiście, markery somatyczne działają na dwa sposoby: na poziomie świadomym i nieświadomym. Jeśli stany ciała są dla nas realne i zostaną uświadomione, to mogą powstać uczucia. I w oparciu o te uczucia podejmiemy decyzję. Jednak, jak pokazuje doświadczenie, w naszej codzienności duża część wyborów obywa się bez ich zauważania, czyli z poziomu nieświadomości markerów somatycznych. Wtedy możemy powiedzieć, że działamy według pewnego ukrytego mechanizmu, którego aktywacja nie dochodzi do naszej świadomości. Mimo to wyraźnie wpływa na nasze życie.

Jak czytamy we wspomniane już książce, intuicja- tajemniczy sposób dochodzenia do rozwiązania problemów bez udziału rozumowania może mieć swoje źródło właśnie w tych ukrytych mechanizmach. Oznacza to, że jeśli jesteśmy świadomi stanów somatycznych, które sygnalizują rezultaty naszych ewentualnych działań i dzielą je na korzystne i niekorzystne – co prowadzi następnie do świadomego unikania czegoś albo właśnie dążenia do tego czegoś – to należy założyć, że proces ten może działać także skrycie, czyli poza świadomością. I to jest właśnie ta cenna intuicja!

Teraz pora wrócić do tytułowego pytania: Czy świadomość ciała ułatwia podejmowanie decyzji?

Zdecydowanie tak! Będąc bardziej wyczulonym, wrażliwym na sygnały, które płyną z ciała, łatwiej będzie nam zobaczyć – choć zdecydowanie trafniejszym słowem jest tutaj „wyczuć” – kiedy zapalają się w nas lampki alarmowe. I to nie tylko te ostrzegające „uciekaj!”, ale także te, które sygnalizują „to dobra okazja!”. Powrót do czucia siebie, rozwijanie umiejętności bycia przy doznaniach z ciała, nie uciekania od nich, nie zagadywania ich, to wielka wartość. Pozwoli nam zaoszczędzić czas, nie tracić go na rozważania „co lepsze?”, pozwoli szybciej podejmować słuszne decyzje oraz zapewni poczucie bezpieczeństwa, a także pozwoli budować zaufanie do siebie i życia.

Warto spróbować 🙂

 

________________

Terminy najbliższych styczniowych warsztatów prowadzonych przez Agnieszkę Bonar-Sadulską znajdziecie TUTAJ

 

Książki przybliżające temat świadomości ciała dostępne są TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *