Oddech, temat znany każdemu z nas, może nawet banalny, ale trudno zaprzeczyć, że w tej „zwyczajności” oddechu jest pewna tajemnica. To przecież właśnie oddech towarzyszy nam przez całe życie. Pomiędzy pierwszym wdechem, a ostatnim wydechem toczy się nasze życie. Oddech jest więc czymś, co przyciąga, intryguje, czujemy bowiem, że w tym procesie, bez którego przecież nie byłoby nas, kryje się jakaś moc. I w tym miejscu pojawiają się zwykle różne ezoteryczne narracje, ale jeśli zaczniemy zgłębiać temat, okaże się, że moc oddechu ma także swoje solidne naukowe uzasadnienie.

 

Jeden świadomy oddech jest już medytacją.
/Eckhart Tolle/

 

Jak podkreśla Grzegorz Pawłowski, autor książki „Oddech”: jako ludzie żyjemy poprzez cztery sfery. Żyjemy w ciałach fizycznych, doświadczamy uczuć i emocji, myślimy i jesteśmy „duchowi. Wszystkie te sfery przenikają się, wzajemnie wpływając na siebie. Do sfer tych należy duch (sfera duchowa), ciało (sfera fizyczna), umysł (sfera mentalna) i uczucia (sfera uczuciowo-emocjonalna). Wszystkie cztery łączy właśnie bohater tego wpisu – oddech.

Ciekawostką jest fakt, że w przypadku ciała najwięcej energii uzyskujemy wcale nie z pokarmu, ale z tego, co trafia do nas poprzez płuca i skórę. To właśnie układ oddechowy jest najistotniejszym układem dającym energię, a jednocześnie oczyszczającym nasz organizm. To niepodważalny fakt naukowy.

W przypadku uczuć wystarczyłoby napisać tylko tyle: jeśli chcę czuć to, co czuję, oddycham, jeżeli nie chcę czuć tego, co czuję, wstrzymuję oddech i każdy z nas poczuje wtedy wyraźnie jak ważną rolę w sferze fizycznej odgrywa oddychanie. Uświadomienie sobie tego naprawdę wiele zmienia w naszym podejściu do życia. Naukowcy wyliczyli, że większość z nas wykorzystuje w ciągu dnia jedynie 1/3 swoich płuc, m.in. dlatego, aby nie odczuwać części swoich emocji i uczuć. Nie dzieje się to oczywiście świadomie, a na nasze usprawiedliwienie można dodać, że trenowani jesteśmy w tym od dzieciństwa. Jednak przychodzi taki moment w życiu, kiedy to my przejmujemy odpowiedzialność za swoje wybory i wtedy każe oddech może stać się i pełny, i świadomy.

Związek sfery umysłu z oddechem także jest jasny, bo przecież każdy z nas wie, że kiedy jesteśmy niedotlenieni, wtedy wyraźnie czujemy, że oddychamy zbyt płytko. Wtedy też nasza jasność postrzegania i myślenia jest znacznie ograniczona. Doskonale widać to w sytuacji stresowej, kiedy jesteśmy spięci i wstrzymujemy oddech, a nasza percepcja zdecydowanie zawęża się. Naukowcy tłumaczą to w ten sposób: kiedy jesteśmy w stresie, krew odpływa z kory mózgowej do bardziej pierwotnych części mózgu, które mają zadbać o nasze przeżycie w dosłownym tego znaczeniu. W ten sposób zostajemy odcięci od naszych „intelektualnych zasobów”. I to także jest fakt naukowy.

Jak sugeruje w swoje książce Grzegorz Pawłowski: Umysł jest genialnym osiągnięciem ewolucyjnym. Jesteśmy na etapie, kiedy bardzo zyskał na znaczeniu i tłamsi człowieka, bojąc sie jego rozkwitu. Jego sposobem na tłumienie pełni człowieka jest sterowanie oddechem i jego spłycanie. Wiele wskazuje na to, że jest to etap ewolucji, który jako ludzkość musimy przejść. Można w mniejszym lub większym stopniu zgadzać się z tymi słowami, ale najważniejsza dla nas jest świadomość, że poprzez świadome działanie w kierunku pracy z oddechem możemy zrobić krok ku otworzeniu się na pełnię siebie, czyli wejściu na etap ewolucji, o jakim wspomina autor cytowanej książki. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że oddech jest bardzo ważnym elementem każdej praktyki rozwoju osobistego, praktyk uważności i różnego typu medytacji.

Sferą w której oddech odgrywa kluczową rolę jest także sfera ducha, przy czym nie mam tutaj na myśli duchowości związanej z jakąkolwiek religią. Ta bowiem jest tak naprawdę powiązana silnie ze sferą umysłu, koncepcji i wierzeń. Duchowość rozpatrywana poza kontekstem religii jest obszarem, który pomaga człowiekowi odnaleźć sens życia i celowość codziennych działań.

Każda z wymienionych wyżej sfer wiele zyska i poszerzy się, jeśli tylko „zaryzykujemy” świadomą pracę z oddechem. Wtedy na poziomie ciała odczujemy jak to jest „czuć swoje ciało” od zewnątrz, jak i od wewnątrz, poczujemy się doenergetyzowani, zyskamy siłę i witalność. Podobnie w sferze umysłu – nasze półkule mózgowe będą lepiej zsynchronizowane, zyskamy jasność postrzegania, usprawnimy myślenie. Z kolei w sferze emocji i uczuć znajdziemy przestrzeń dla wszystkich emocji, pojawi się odwaga, aby zostać nawet przy tych trudnych. Sfera duchowa, która jest najdelikatniejsza, wsparta medytacją czy praktykami oddechowymi otworzy przed nami szerszą przestrzeń.

Na poziomie „korzyści” bliskich każdemu z nas zyskamy:
– łatwiejsze radzenie sobie ze stresem
– większą kreatywność, łatwość myślenia, analizowania
– poczucie wewnętrznego dobrostanu dzięki podniesieniu poziomu endorfin i naturalnych opioidów
– zdrowie, witalność, zwiększenie odporności
– zwiększenie zdolności do regeneracji na poziomie ciała i umysłu
– zwiększenie dostępu do „czucia siebie”, zauważania swoich emocji i odpowiedzialnego radzenia sobie z nimi,
– pogłębianie świadomości ciała, zauważania jego potrzeb
– umiejętność wyrażania emocji lub pozwolenia, aby przepłynęły przez nas – wszystko w zależności od okoliczności, a nie dla samej zasady.

Tutaj mogłoby się pojawić pytanie: skoro oddech jest czymś tak naturalnym, to po co go ćwiczyć? Można też zapytać: co takiego powoduje, że oddech spłyca się, że tracimy dostęp do jego pełnego wykorzystania? Dlaczego tak się dzieje?
Spłycanie oddechu jest jednym z mechanizmów obronnych i pozwala nam – już w dzieciństwie – kontrolować emocje, blokować niewygodne uczucia, zatrzymywać reakcje. I tutaj też tkwi ważna wskazówka: jeśli pracujemy z oddechem, czy to poprzez konkretne techniki oddechowe czy po prostu „przy okazji” medytacji, zazen lub jogi, to nie dążmy do tego, aby na siłę pogłębiać oddech. Uszanujmy to, jaka jest w tej chwili potrzeba naszego ciała. Parcie do przodu może spowodować większą blokadę. Dajmy więc ciału czas na oswojenie się z oddechem, pozwólmy aby poczuło się na tyle bezpiecznie, aby samo pozwoliło sobie na pełny wydech i następnie na świadomy głęboki wdech. Ważne, abyśmy oddychając nie odcinali się od emocji które się pojawiają, tylko przy nich byli i „oddychali” nimi, na tyle na ile w danym momencie możemy. To ważny krok do oswojeniu się z reakcjami ciała na emocje i krok „ku sobie”.

Jeśli już stawiamy sobie jakiś cel, to dążmy do tego, aby emocje „płynęły w nas”, ale aby nas nie zalewały. Teraz, kiedy mamy świadomość jakie to ważne, pora pracować nad tym, aby uczucia, emocje, nie zastygały w nas, ponieważ nie służy to ani naszemu zdrowi, ani relacjom. Pamiętajmy, że „płynięcie” nie oznacza tutaj konieczności wyrażania od razu. Czasami nie ma po prostu takiej możliwości, ale – co ważne – nie wyrażanie emocji nie jest jednoznaczne z ich zablokowaniem. Zdarza się i tak, że ci którzy dążą do wyrażenia emocji, tak naprawdę chcą się ich tylko pozbyć, wyrzucić je z siebie i nie biorą za nią odpowiedzialności. To po prostu ucieczka i warto być na to uważnym.

Od czego więc warto zacząć pracę?

Przede wszystkim bądźmy otwarci na to, aby poczuć wszystko; powoli, dzień po dniu, oswajać się z tym „czuciem”, przede wszystkim na poziomie ciała. Przyjęcie uczuć, pozwolenie emocjom na „płynięcie” przez nas to spory zastrzyk energii w codzienności, a o tym wielu z nas przecież marzy!

 

____________

Terminy najbliższych styczniowych warsztatów prowadzonych przez Agnieszkę Bonar-Sadulską znajdziecie TUTAJ

 

Książki przybliżające temat rozwoju poprzez oddech dostępne są TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *