Rodzimy się i umieramy. Biologia w jednoznaczny sposób nadaje nam kierunek i wyznacza cele życia. Biologiczne potrzeby i instynkty stają się, czy chcemy czy nie, podstawowym jego determinantem. Współczesność i konsumpcjonizm zapędziły nas na skraj człowieczeństwa w promowaniu narcystycznych wartości i karykaturalnego egocentryzmu.

 

Wszędzie szukali ludzie wolności oraz szczęścia gdzieś poza sobą wyłącznie ze strachu, że

przypomną im o własnej odpowiedzialności, o ich własnej drodze.

/Hermann Hesse/

 

Żyjemy w czasach, gdzie spontaniczne relacje i kontakty zamierają na rzecz tabletów i mediów społecznościowych. Zgadzamy się na kształcenie następnych pokoleń ludzi dostosowanych do systemu rywalizacji, ciągłego wyścigu, w którym metą jest dopiero śmierć. Pałeczkę w tej niekończącej się bieganinie przejmują nasze dzieci, które bezrefleksyjnie do tego przygotowujemy. Sukces, majątek, wyjątkowość, idealny wizerunek. Rywalizacja, wygrana i bycie zawsze „do przodu”. Ideał z obrazkowych reklam. Dotyczy to również rozwoju osobistego. Pędzimy za modą, zewnętrznymi obietnicami szczęścia, osiągania spektakularnych stanów świadomości, czy dostępu do „krainy szczęśliwości”.

Zazwyczaj, zajmując się prostymi sprawami, wiemy, jakich narzędzi trzeba użyć, żeby działanie przyniosło pożądany skutek. W kwestii szczęśliwego i pozytywnego przeżywania życia bywa gorzej. Nie znamy szybkich, skutecznych narzędzi , które działają dłużej niż doraźny efekt. Dlaczego? Bo do tego miejsca myślimy w sposób rozmyty, albo egocentryczny. Podobnie jak małe dzieci, wydaje nam się , że świat jest po to, by nas uszczęśliwiać albo nam służyć. Idąc dalej tym tokiem myślenia cała uwaga skierowana jest na zaspokojenie egocentrycznych potrzeb i doraźnych zysków. Z tej perspektywy nie można zobaczyć, że to podstawowe założenie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością człowieka dorosłego i właśnie dlatego nie może przynieść dobrych rezultatów.

 

Co w tej szalonej pogoni zgubiliśmy? Za czym tak naprawdę gonimy? Czego szukamy?

Szczęście to miłość, kto wie jak kochać, jest szczęśliwy.

/Hermann Hesse/

Temat miłości przewija się przez wieki i termin ten rozumiany był i nadal jest bardzo różnie. To, w jaki sposób każdy z nas doświadcza miłości zależy od poziomu świadomości i dostępu do uczuć wyższych. W rozmytej i egocentrycznej perspektywie miłość rozumiana jest jako coś , co nam się należy, albo chcemy ją dostać z zewnątrz. O ile w perspektywie małego dziecka jest to oczywiste, o tyle już dorosły człowiek z taką oczywistością nie wydaje się być całkiem przytomny. Dorosły człowiek na poziomie ego dojrzałego potrzebuje tak samo dostawać, jak i dawać. Kochać i być kochanym, w równych proporcjach.

Miłość w poza egocentrycznej perspektywie jest totalną akceptacją bez warunków, bez oczekiwań, bez wartościowania i oceny. Doświadczanie tej przestrzeni jest stawaniem się miłością. Nie ma rozróżniania , nie ma dawania i brania, jak to się dzieje w węższych perspektywach świadomości, wszystko staje się jednym, bez wykluczania czegokolwiek. W rozumieniu religii chrześcijańskiej „Bóg jest miłością”.

Na bardziej prozaicznym poziomie naszej codzienności człowiek, który ma zdolność (dostęp) do kochania i pozostałych uczuć wyższych ma potencjał do pozytywnego i zaangażowanego przeżywania życia. Jakość jego codzienności będzie tym, co nazywamy spełnieniem, razem ze wszystkimi składowymi, również i tymi, które są nieprzyjemne i bolesne.

Blokady, które uniemożliwiają dostęp do uczuć wyższych powodują, że zostajemy mentalnie podobni do małych dzieci w dorosłym przebraniu, niezdolni do konstruktywnego funkcjonowania na wielu płaszczyznach. Blokady mogą mieć swoje źródło zarówno w naszym dzieciństwie, jak i w dziedziczonych po przodkach przekonaniach i tajemnicach. Mogą też pochodzić z naszego własnego życia i być wypadkową wielu składników dodając własne wybory i wpływ środowiska, w którym żyjemy.

Skuteczne namierzenie przyczyn powstałych przeszkód daje szansę na odblokowanie dostępu do przestrzeni akceptacji z poziomu ego dojrzałego. Doświadczanie jej daje poczucie sensu życia. Nie ma ono nic wspólnego z biernością, czy zaniechaniem reakcji na sytuacje destrukcyjne (jak to ma miejsce na poziomie rozmytym i egocentrycznym) ani stanem nieustającej szczęśliwości. Jest uznaniem i szanowaniem tego, co jest bez zasłon i racjonalizacji i adekwatnym reagowaniem na to, co się dzieje. Mając dostęp do autentycznych uczuć i emocji, bez zakłamań i zakłóceń nie jest już możliwe tłumienie naturalnych, wrodzonych każdemu człowiekowi autentycznych reakcji.

Jeśli blokady powstały w naszym dzieciństwie w pierwszej kolejności skuteczne będzie skorzystanie z profesjonalnej psychoterapii. Jeśli przyczyny leżą po stronie historii rodowych, warto szukać rozwiązań i pracować korzystając z transgenealogii i metod umożliwiających dostęp do dalekiej przeszłości. Warto zwrócić uwagę na kompetencje osób oferujących pomoc w tej materii. Jeśli jest to kombinacja naszych przekonań wygody, egocentrycznych korzyści, warto poważnie rozważyć konsekwencje wyborów i uwolnić uczucia blokujące ich zmianę.

Podjęcie wysiłku i dobieranie adekwatnych metod z pewnością sprawi, że nasze życie stanie się bogatsze na wielu płaszczyznach. Każdy krok w kierunku dostępu do szerokiej przestrzeni akceptacji sprawia, że życie staje się ciekawsze, bardziej inspirujące i wnoszące prostą radość w naszą codzienność. Jak mówi W .Deyer:

JESTEŚ SUMĄ SWOICH WYBORÓW.

 

____________

Jeśli jesteś zainteresowany pracą nad  blokadami emocjonalnymi w oparciu o mapę poziomów świadomości zapraszamy na treningi identyfikacji i uwalniania uczuć – szczegóły TUTAJ

lub pogłębioną pracę z emocjami – szczegóły TUTAJ

 

Książki przybliżające rozwój osobisty dostępne TUTAJ

2 komentarzy dla Konsekwencje blokowania emocji i uczuć, a radość życia

  1. Alaska Syberia napisał(a):

    Ciekawy artykuł. W dzisiejszych czasach niestety jesteśmy poddani całodobowym manipulacją, które kreują naszą rzeczywistość. Ciężko jest się wyzwolić z tego sztucznego świata, ponieważ często powtarzane kłamstwo staje się prawdą i jak teraz kogoś przekonać, że białe jest czarne, a czarne jest białe?

  2. Dariusz napisał(a):

    Nie wykluczone, że miłość i nienawiść, prawda i kłamstwo… mają to samo źródło a pod postacią tego co zwie się dobrem czai się największe zło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *