W dzisiejszym wpisie chciałbym, abyśmy wspólnie przyjrzeli się temu, co zen proponuje w odpowiedzi na pytania: Co zrobić z uczuciem samotności? Jak radzić sobie z poczuciem bycia oddzielonym?.

 

Mimo głębokich przeobrażeń, które mogą być rezultatem doświadczenia oświecenia, doświadczenia te nie są lekami,

po zażyciu których budzimy się raz na zawsze do szczęśliwego życia.

/Barry Magid/

 

W poprzedni wpisie wskazałem na powiązanie pomiędzy cierpieniem, które towarzyszy wielu z nas na tzw. ścieżce duchowej, a tęsknotą, która pojawia się jako efekt poczucia odrębności. Zasugerowałem, że być może sednem cierpienia jest nasza tożsamość, którą wciąż pielęgnujemy w sobie jako poczucie „ja jestem”. Kreuje ono nie tylko naszą tożsamość, ale jednocześnie warunkuje poczucie samotności. Oczywiście, nie jest to ani przyjemne, ani w pełni przez nas uświadomione uczucie. Staramy się więc ten dyskomfort, którego często nie potrafimy nawet ująć w słowa, zamaskować na różne sposoby oraz schować także przed samym sobą.

Jak już nie raz przekonaliście się, zen nie ma gotowych odpowiedzi ;-), raczej zachęca: nie uciekaj od tego uczucia, zostań przy nim dłużej niż zwykle, a być może za którymś razem uda się na tyle długo, że puszczą mechanizmy tworzące uczucie odrębności, czyli tak naprawdę zanikną mechanizmy tworzące tożsamość. To będzie właśnie moment, o którym mówił Dogen jako o zapominaniu siebie. Wtedy właśnie otwiera się przed nami szansa na to, aby samotność nie była już tak dotkliwa.

Jak pokazuje doświadczenie, im bardziej wyodrębniamy się z Całości, tym bardziej czujemy się samotni i tym bardziej tęsknimy. Wydaje nam się oczywiście, że tęsknimy za czymś lub za kimś. Co więcej, ulegamy złudzeniu, że jeśli ten ktoś będzie przy nas lub kiedy my będziemy w tym konkretnym miejscu, poczujemy się lepiej.

Może jednak warto dopuścić w końcu myśl, że tęsknota wcale nie jest uwarunkowana brakiem czegoś lub kogoś, ale tym, co tracimy w momencie kreacji tożsamości, czyli tworzenia odrębności? Nawet jeśli potrafimy zdefiniować przedmiot naszej tęsknoty, to i i tak za jakiś czas ona powraca, co pokazuje, że była jedynie zagłuszana, a nie zaspokajana.

Być może tęsknota jest sygnałem, że doszliśmy do momentu, w którym za bardzo podtrzymujemy swoje poczucie odrębności i za mocno trzymamy się tożsamości. Nie będzie przesadą, jeśli stwierdzimy, że ludzie mają tendencję do niewłaściwego „odczytywania” tęsknoty, a przez to nie potrafią się z nią obchodzić i zaspokajają ją w niewłaściwy sposób.

***

Trening zen pokazuje nam wyraźnie, że odrębność nie jest faktem, że jest tylko wyobrażeniem, które tworzymy poprzez pewien sposób postrzegania rzeczywistości, a on z kolei jest podstawą tworzenia i utrzymywania tożsamości „ja jestem”. Tworzenie tożsamości jest cały czas aktywnością, działaniem, dzieje się wciąż i wciąż na nowo. Jednak wystarczy choć raz zostawić ten mechanizm, nie włączyć go, nie podsycać jego aktywności, aby doświadczyć, że wszystko tylko i już JEST.

Przyjmując postawę zazen stwarzamy takie warunki zewnętrzne, w których tworzenie definicji – rozumianej jako odgraniczanie, zamykanie czegoś – może zaniknąć. Wtedy nasz umysł nie ma już czego „się złapać”, nie ma czym się zająć, nie jest więc tworzona jakakolwiek perspektywa postrzegania rzeczywistości. Właśnie wtedy wszystko JEST takie-jakie-jest.

To co dzieje się z nami i w nas podczas siedzenia (smutek, radość, lęk, ekscytacja) jest tylko efektem pewnych wyobrażeń. Przecież podczas zazen tego, co wywołuje w nas tak różne uczucia, nie ma! Moglibyśmy więc zostawić to, czego wtedy i tak nie ma 🙂 i po prostu BYĆ. Jednak nasz umysł nie przywykł do takiej organizacji, dlatego też ze słowa tworzy zdanie, ze zdania historię, a to generuje w nas kaskadę emocji, uczuć. Z kolei my, jako konkretne tożsamości, bierzemy je za prawdę i jesteśmy przekonani, że tak wygląda rzeczywistość.

Zazen jest więc ważnym ćwiczeniem, które uświadamia nam możliwość doświadczenia Jedności Bytu jako faktu, a nie tylko kolejnego konceptu. Wgląd w naturę Rzeczywistości i wynikające z niego poczucie Jedności, nie jest czymś, co można mieć raz na zawsze. Nawet po doświadczeniu przebudzenia, które przecież wiele zmienia i w nas, i w naszym sposobie organizowania się, prędzej czy później „wpadamy” w codzienność. Jest ona na tyle angażująca dla naszych umysłów, że z czasem zapominamy o uczuciu jedności. Tak więc nawet przebudzenie nie zwalnia nas z treningu zen. Czy to dobra wiadomość? 😉

***

Jeśli zastanawiacie się jak praktykować w codzienności, to po prostu podejmijcie wyzwanie ;-), czyli codziennie rano znajdźcie choć kilka minut na zazen. Dzięki temu będziecie mieć regularny dostęp do możliwości doświadczenia JAK TO JEST. Pamiętajmy: doświadczenie przebudzenia nie zostaje raz na zawsze w naszej pamięci, w nas, nie wystarcza tylko wspomnienie! Musimy do tego stanu Jedności raz po raz powracać.

Zaczynanie każdego dnia ćwiczeniem obecności ma głęboki sens, ponieważ przypomina nam jak jest zorganizowana rzeczywistość. Pozwala zyskać inną perspektywę, ale nie z poziomu intelektu, ale z poziomu bezpośredniego doświadczenia – BYCIA tym, a nie myślenia o tym. Dlatego też zanim wejdziemy w codziennego autopilota, zacznijmy dzień choć kwadransem obecności bez względu na to czy nam sie chce czy nie 😉 Warto także wyrobić sobie nawyk wchodzenia w obecność kilka razy w ciągu dnia choć na kilka sekund, tak aby poczuć kilka razy w ciągu dnia, że wszystko JEST. Przy czym nie chodzi tutaj o intelektualną zabawę, czyli wyobrażanie sobie, że „coś jest”. Chodzi po prostu o świadome przerwanie działania, myślenia i BYCIE, a nie myślenie „jestem”.

Wielu osobom – i to nie tylko na początku ścieżki zen – wydaje się, że „obecność można zrobić, osiągnąć”. Tymczasem ona nie ma nic wspólnego z działaniem lub też nie – działaniem. Można nawet powiedzieć, że obecność jest „destylatem działania”, czyli jest tym, co pozostaje po zaprzestaniu działania. Jednocześnie nie jest też działaniem nastawionym na zatrzymanie jakiejś aktywności czy skierowanej przeciw czemuś. Obecność niezwykle trudno zdefiniować, ponieważ w naszym dualistycznym świecie wszystko opisuje się jako „coś” i automatycznie tworzy przeciwieństwo tego „czegoś”. Tymczasem to nie jest ani aktywność ani pasywność, tylko jeszcze inny sposób lub forma bycia.

Obecność to bycie wszystkim i we wszystkim na raz. Takie przeżywanie pełni wymaga niezwykle silnej obecności, czyli robienie tutaj „nic” nie oznacza zaniżenia energii, ale wręcz przeciwnie. Energetycznie jest to bardzo wysoki stan. Ćwiczenie może wydawać się trudne, ponieważ nie jesteśmy wytrenowani w pozostaniu w takim stanie przez dłuższy czas.

Stan nie – myślenia nie jest stanem, w którym decydujemy się nie myśleć. To zdecydowanie postawa, kiedy jesteśmy tak silnie osadzeni w byciu tu i teraz, że po prostu nie pojawia się myślenie. My nie „robimy” tej obecności, my pozwalamy sobie na obecność i pozwalamy jej na bycie. Tego stanu nie można kontrolować, zdefiniować czy zamknąć w jakiś granicach od-do.

Przebudzenie to po prostu doznanie siebie i wszystkiego jako niezwykle silnej obecności, w której nie ma konceptualizacji, w której nie pojawia się rozróżnianie ani porównywanie.

***

Często lgniemy do zen mając nadzieję, że znajdziemy tu zasady, reguły, wsparcie, które wesprze nas w codziennym podejmowaniu decyzji. Tymczasem zen nie jest filozofią, religią, nie jest zbiorem reguł, niczego nie nakazuje ani niczego nie zabrania. Jest po prostu obecnością; postawą tak silnej obecności, że możemy doświadczyć jak działa rzeczywistość. Trening zen pozwala uświadomić sobie, że życie „żyje się” w zależności od tego, co się dzieje tu i teraz, a nie w zależności od tego, co ktokolwiek myśli czy czego oczekuje. Nie oznacza to oczywiście, że wszystko jest obojętne, że wszystko jedno co robimy. Oznacza to jednak, że wszystko „JEST jedno” , czyli wszystko jest jednym, a to nie to samo!

Jeśli doświadczysz, że wszystko jest jednym, wtedy poczujesz, że nie ma żadnego twojego działania, które nie oddziaływałoby na wszystko inne. Przeżycie tego daje nam zupełnie inne uczucie bycia tym wszystkim i w tym wszystkim, wtedy wszystko staje się drogocenne i wyjątkowe. Na co dzień, nie mając dostępu do tego stanu, żyjemy jedynie w pewnym wycinku rzeczywistości.

***

Przeniesienie treningu zen w codzienność nie oznacza konieczności zmiany dotychczasowego życia, ale wiąże się ze zmianą postawy życiowej. Nie chodzi absolutnie o to, aby teraz czegoś nie robić, albo aby zacząć robić. Istotne jest natomiast, aby uświadomić sobie jaka postawa towarzyszy nam na co dzień w różnych sytuacjach, w jakim duchu podejmujemy decyzje i dokonujemy wyborów. Ta wiedza i świadomość samych siebie pozwala inaczej „ustawić się” względem życia i ról jakie w nim odgrywamy.

Jeśli w miarę pogłębiania treningu zen rezygnujemy z czegoś – z pracy, ze związku, z życia w mieście – to dzieje się tak nie dlatego, że „tak trzeba” czy że „zen tak sugeruje” 😉 Jeśli tak stanie się, to tylko i wyłącznie dlatego, że nasza sensytywność wzrosła na tyle, że przestaliśmy potrzebować tej pracy, tej osoby czy tego miejsca do kompensacji jakiegoś braku w nas samych. Takie zmiany, czasami bardzo diametralne, będę więc efektem tego, że teraz widzimy wszystko pełniej. Może też być inaczej- zostaniemy przy kimś czy przy czymś, ponieważ dostrzeżemy w końcu czym była podyktowana nasza chęć porzucenia, odejścia czy wręcz ucieczki, a – co bywa zaskoczeniem – to także mogła być forma kompensacji. Przy silnej obecności doskonale widzimy jaki jest kolejny krok w życiu, nie jaki „powinien być”.

Pamiętajmy, że Życie, Byt, To, Jedno przez każdego z nas przejawia się na inny sposób. Musimy tylko dostroić się do tego poprzez poczucie siebie, a nie uciekanie od siebie, czyli poprzez trening pozostania przy tym czego doświadczamy na tyle długo, aby poczuć jak Życie chce się przez nas ucieleśnić.

 

___________________

Jeśli interesuje Was tradycja zen oraz pogłębianie treningu zen, polecamy lekturę najnowszej książce Alexandra Poraj-Żakieja „Wprowadzenie do ZEN. Historia – Praktyka – Współczesność” -> TUTAJ

Inne tytuły z nurtu ZEN znajdziecie TUTAJ

 

 

2 komentarzy dla Jak radzić sobie z poczuciem samotności?

  1. Grzegorz napisał(a):

    Witam,
    Jak zwykle rewelacyjny wpis 🙂 Jedna rzecz zaintrygowała mnie, a może zaskoczyła to stwierdzenie ” ….. nasza chęć porzucenia, odejścia czy wręcz ucieczki, a – co bywa zaskoczeniem – to także mogła być forma kompensacji ….. ” Czy nasza tożsamość może kompensować jakiś brak poprzez ucieczkę? Czyli opuszczenie czegoś, kogoś? Czyli stworzenie pewnej pustki, braku? Rozumiem, że taka postawa ma sens w dualności, przed czymś uciekam a do czegoś lgnę. Wtedy tożsamość próbuje tworzyć się w jakimś puncie pomiędzy ucieczką a lgnięciem i tak naprawdę nie chce uciekać.

    pozdrawiam

    ps. mam nadzieję, że w miarę jasno napisałem 🙂

    • Alexander Poraj Żakiej napisał(a):

      Witaj

      Kompensacja kojarzy nam się zwykle z zapełnianiem braku, ale jako mechanizm obronny w psychologii może być też wynagradzaniem pewnych defektów, które niekoniecznie są „brakami”.

      Wszystko zależy od tego, jak organizuje się nasza tożsamość, a dokładniej – zależy od tego jakie zdarzenia, relacje, traumy z dzieciństwa wpłynęły w decydujący sposób na naszą tożsamość.

      Jeśli w dzieciństwie doświadczyliśmy braku troski i wsparcia ze strony opiekunów, to ten brak będziemy prawdopodobnie kompensowali np. kompulsywnym wchodzeniem w relacje czy związki. Jeśli z kolei jako dziecko zostaliśmy postawieni w roli „rodzica własnego rodzica”, to możemy mieć trudność z przyjmowaniem opieki, troski oraz tak będziemy organizowali się, aby być stroną wspierającą, a nie wspieraną. Właśnie w tym przypadku możemy posiłkować się ucieczką „od kogoś”, kto potrafi okazać nam wsparcie lub od kogoś, od kogo oczekujemy w końcu troski. Wszystko po to, aby nie poczuć tego bólu, który towarzyszył nam w dzieciństwie, a który nauczyliśmy się – oczywiście nieświadomie! – „obchodzić” poprzez tak a nie inaczej uformowaną tożsamość.

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *