Dla nikogo nie jest już zaskoczeniem, że trudne doświadczenia z dzieciństwa wpływają na postrzeganie własnego ciała, na to jak czujemy się „w nim”, jak je odbieramy i w efekcie – jak traktujemy. Przekłada się to oczywiście na nasze poczucie wartości, ale też na to w jaki sposób odbieramy innych ludzi.

 

Pomimo, że zdarza się nam odczuwać cielesne dolegliwości, przede wszystkim ból i zmęczenie, to większość z nas straciła kontakt z całą gamą subtelnych odczuć i stanów organizmu. Odzyskując je stajemy się mniej bezradni w obliczu stresu, bogatsi w życiu seksualnym, a także sprawniejsi w podejmowaniu decyzji.

/Jacek Santorski/

 

Warto mieć jednak świadomość, że traumatyczne wydarzenia – czy to nagłe i krótkotrwałe czy też trwające latami – wywierają również bezpośredni – fizyczny – wpływ na nasze ciało i zapisują się w jego anatomii. Nasza emocjonalna reakcja na otoczenie znajduje odbicie w postawie, gestach, w tym jak się poruszamy oraz w napięciu mięśni. To czy nasze dzieciństwo było wypełnione spokojem, poczuciem bezpieczeństwa i miłością czy też towarzyszył nam lęk, niepewność i brak wsparcia znajdzie oczywiście swój oddźwięk w ciele. W pierwszym przypadku będziemy poruszali się pewnie, zdecydowanie, będziemy poprzez ciało wyrażać ufność względem świata. W drugim przypadku – pewne części naszego ciała mogą być usztywnione, zablokowane, a czasami nawet bezwładne. Oczywiście poza osobistymi, indywidualnymi doświadczeniami z dzieciństwa wpływ na nasz rozwój oraz na to jak emocje przełożą się na ukształtowanie ciała ma tradycja w jakiej wzrastamy, czyli poglądy społeczne i kultura.

***

Zapis emocji w ciele nie jest tylko prostą reakcją na wydarzenia. Pełni także rolę ochronną – pomaga nam jako dzieciom przetrwać trudne wydarzenia. Pewne postawy ciała, które potem nieświadomie przyjmujemy w dorosłym życiu, doświadczonemu terapeucie wiele powiedzą o tym jak i przed czym próbowaliśmy – i nadal próbujemy – się chronić.

Początek badań nad tym zjawiskiem – zapisem traumy w ciele – przypada na lata 30-te XX wieku, kiedy to Wilhelm Reich zaczął przyglądać się na czym polega i z czego wynika „opancerzanie ciała”. Zaobserwował, że niektórzy ludzie wypinają pierś do przodu, jakby komunikowali „zostaw mnie w spokoju”; inni z kolei mogą się garbić i zamykać klatkę piersiową, ponieważ ich doświadczenie pokazuje, że stanie się mniejszym i niepozornym chroni przed atakiem albo też skłoni kogoś do troski.

Mając świadomość, że większość dzieci przechodzi przez dzieciństwo nie tylko doświadczając radości i beztroski, można zadać pytanie „jak to się dzieje, że u niektórych te postawy zapisują się trwale, a u innych nie?”. Odpowiedź jest prosta: jeśli jako dzieci jesteśmy wciąż na nowo narażani na przyjmowanie postaw obronnych, jeśli regularnie musimy oddzielać się od bólu, wówczas taka ochronna postawa stanie się częścią naszej tożsamości. Jeśli nieprzyjemne, a nawet traumatyczne, doświadczenia są tylko epizodami, nie zostawią aż tak wyraźnego śladu w ciele.

***

Tina Stromsted (psychoterapeutka somatyczna) w książce „Jak uporać się z naszą traumą” prezentuje takie między innymi przykłady: jeśli jako dzieci dysocjowaliśmy się od bólu i wyciągaliśmy głowę wysoko w górę, tak jakbyśmy chcieli oddzielić się od „czującego” ciała, wówczas już jako dorośli możemy mieć skłonności do tzw. bujania w obłokach; jeśli towarzyszyła nam w dzieciństwie bezradność, wtedy opuszczaliśmy ramiona i garbiliśmy się, podkurczaliśmy ręce i nogi – w dorosłym życiu będziemy więc z dużym prawdopodobieństwem unikali wyzwań, poruszali w życiu niepewnie, będziemy wciąż drżeli z obawy przed krytyką.

Spójrzmy jednak na te obronne odruchy, które potem utrwalają się w dojrzałym życiu, nie tylko jak na tarczę, która miała nas, jako dzieci, przed czymś chronić. Teraz w dorosłym życiu może się ona stać niemal więzieniem. Trzyma nas wciąż przy tamtych dziecięcych doświadczeniach oraz nie pozwala reagować z poziomu dorosłego, czyli z tego co „tu i teraz”.

***

Zdarza się, że przyjęte postawy i „pancerze” powodują realny fizyczny ból, np. znieruchomienie klatki piersiowej, ból kręgosłupa, napięcie i bóle ramion oraz karku. Tak więc, jak pisze Tina Stromsted: problematyczne może być nie tylko opancerzanie ciała. Wtórne skutki traumy obejmują często takie objawy somatyczne jak lęk, chroniczna depresja, fibromialgia, migreny, choroby skóry, zaburzenia jedzenia i snu, syndrom chronicznego zmęczenia, tajemnicze alergie, opóźnienia w rozwoju, zaburzenia równowagi hormonalnej, zahamowanie wzrostu, problemy seksualne, flashbacks, koszmary senne, obsesje, skurcze mięśni, lęk przed bliskością, uzależnienia.

W skrajnych przypadkach mechanizmy obronne ukształtowane w dzieciństwie, które wówczas chroniły nas przed ponowną traumą, stają się przekleństwem. Na przykład, jeśli jako dziecko nie mieliśmy przyzwolenia na płacz, słyszeliśmy groźby „jeśli nie przestaniesz, to pożałujesz”, to po pewnym czasie na uczucie zbliżającego się płaczu będziemy odtwarzali wyraz twarzy dorosłego, który nie stworzył nam bezpiecznej przestrzeni na płacz; będziemy zagryzali wargi i zaciskali zęby. Jeśli rodzina, w której wzrastaliśmy, nie dawała nam i sobie przyzwolenia na przeżywanie przyjemności, wtedy nieświadomie również będziemy bojkotowali przyjemne wydarzenia w naszym dorosłym już życiu, np. regularne urazy, kontuzje przed urlopem lub w trakcie; będzie nam wówczas towarzyszył nieuświadomiony lęk przed czerpaniem radości w bycia.

***

Wielu badaczy wskazuje także dwa inne „obszary” naszej fizjologii, które zostają niejako naznaczone traumą: głos i oddech. Piskliwy głos małej dziewczynki u dorosłej kobiety, jąkanie się czy zduszony głos podczas publicznych wystąpień, to częsta pozostałość po dzieciństwie, w którym nie dopuszczano nas do głosu, nie pozwalano na wyrażanie siebie. Z kolei wstrzymywanie oddechu, płytki oddech i zaciskanie przepony, to „pamiątka” po dzieciństwie wypełnionym lękiem i zranieniami emocjonalnymi. Taki oddech, nawet w dorosłym życiu, wzmaga dodatkowo lęk i odgradza nas od ciała. Potwierdzają to także neurolodzy, którzy wykazali, że wstrzymywanie oddechu „ogłusza” tę część mózgu, która odpowiada za zdolność do reagowania i przetwarzania danych.

Jak w takim razie, przez pryzmat tych wiadomości, odpowiedzieć na pytanie: „dlaczego tak ważna jest praca z ciałem i świadomość tego, co się w nim i z nim dzieje, jak przejawiają się emocje poprzez ciało?”. Odpowiedź jest konkretna: praca nad zranieniami z dzieciństwa z czysto intelektualnego poziomu może tylko utrwalić dysocjację umysłu od ciała. Jeśli opowiadamy o trudnych doświadczeniach, a jednocześnie nie czujemy, co dzieje się w naszym ciele, sporo ryzykujemy – wzmacniamy zapis traumy. Z kolei rozwijając świadomość ciała i ucząc się „czucia go” zyskujemy dostęp do rdzenia zapisu bolesnych zdarzeń z dzieciństwa. Taka umiejętność przełoży się nie tylko na zyskanie dostępu do trudnych doświadczeń, które wymagają przepracowania, ale także zapewni nam dostęp do radości z życia, do cieszenia się tym, co tu i teraz, to bycia w tym co wydarza się w naszej codzienności. Uczenie się jak poprzez felt sens, na nowo „zamieszkać w swoim ciele”, to doskonały sposób na praktykowanie uważności poprzez ciało.

Na zakończenie, warto przywołać słowa Allana Schore, który stwierdził, że trauma z dzieciństwa mieści się zazwyczaj w prawej półkuli mózgu, a zasadniczym językiem prawej półkuli nie jest język słów, lecz język obrazów, metafor, emocji i odczuć cielesnych.

Pora więc … odłożyć na bok bloga, książki i intelektualne rozważania i … zanurzyć się w „czucie siebie” 🙂

 

_______________________

Terminy najbliższych warsztatów prowadzonych przez Agnieszkę Bonar-Sadulską znajdziecie TUTAJ

 

Książki przybliżające temat pracy z ciałem, wspomaganie leczenia traumy dostępne TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *