Ktoś kiedyś stwierdził, że ciało jest „instynktowne i lojalne”, co oznacza, że wyjawi nam wszystkie tajemnice, jakie zapisało, opowie o wszystkim, co skryło w sobie w ciągu naszego życia, ale jest jeden warunek – musi czuć się bezpiecznie. Wbrew pozorom nie jest to takie proste, ale jeśli nie zapewnimy mu odpowiednich warunków, będzie się wciąż blokowało i powstrzymywało przed ujawnieniem tak ważnych dla nas historii.

 

Ciało pulsuje najstarszymi językami i zawiera w sobie głęboką pamięć historyczną.

Staramy się pojąć te języki rozumem (…) Temu intelektualnemu wysiłkowi rozumienia musi jednak towarzyszyć

rozumienie płynące z żywego doświadczenia.

/Tina Stromsted/

 

Dopiero, kiedy ciało poczuje, że informacja, którą nosi w sobie, zostanie przyjęta ze zrozumieniem i bez osądzania, ujawni prawdę. Te warunki to między innymi – o czym niewielu z nas wie – otwarty, mający zdrowy, dobry kontakt ze swoim ciałem terapeuta. Dlaczego jest to tak istotne? Tylko osoba, która potrafi pozostać przy naszych doświadczeniach, nie uciekać od nich i jednocześnie nie popadać we własne projekcje, może „współbrzmieć” z nami. Może towarzyszyć nam na ścieżce rozwoju, nie zaburzając jej, a jednocześnie zapewniając nam bezpieczeństwo w eksploracji zepchniętych emocji. W takich warunkach w każdym z nas ma szansę obudzić się ciekawość oraz mogą pojawiać się pytania „co kryje się za bólem, uciskiem, za wciąż powtarzanym gestem?”.

Kolejny warunek jest już po naszej stronie. Ważna i wspomagająca nas w procesie odszyfrowywania ciała jest nasza umiejętność podążania za nim, czucia go, wyczuwania subtelnych zmian, czyli ogólnie mówiąc „świadomość ciała”. Kiedy opowiadamy o problemie czy historii, która jest lub była dla nas ważna, właśnie świadomość naszego ciała może nas dodatkowo wspomagać. To cenna umiejętność wyczuwania co się w nim przejawia, co i jak zmienia, dochodzi wolniej lub szybciej do głosu, albo właśnie milczy. Terapeuci pracujący z ciałem mówią, że zatrzymanie się w pędzie przez codzienność i zobaczenie, że nasza rzeczywistość tu i teraz jest „cielesna”, może wpłynąć na zmiany w anatomii naszego mózgu. Oznacza to, że możliwe jest przerwanie pewnych połączeń, którymi przez lata płynęły impulsy nerwowe, warunkujące nasze automatyczne działanie w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy mamy szansę wyrwać się z trybu autopilota i zacząć pełniej żyć.

W miarę pogłębiania świadomości ciała i przenoszenia tej umiejętności w codzienność, zaczniemy dostrzegać różne sygnały płynące z ciała, np. zauważymy jakie gesty najczęściej powtarzamy. Zacznie też zastanawiać nas co za nimi stoi, jakie emocje zostały w ten sposób zamrożone czy wyparte. Być może z czasem będziemy gotowi, aby zrobić kolejny krok i przeobrazić zmagazynowaną w takim geście energię po to, aby uwolnić się z traumatycznego doświadczenia. Pamiętajmy, że systematyczna praca z ciałem pozwala „zbudować zasoby”, które dadzą nam siłę i wsparcie w procesie uwalniania się od przeszłości.

***

W jednym z wpisów podpowiadałam w jaki sposób odzyskiwać łączność z ciałem. Mimo, że są to proste techniki, to śmiało można powiedzieć, że są one i tak odważnym krokiem w kierunku „poczucia siebie”. Czy jednak tak powinien wyglądać początek pracy z ciałem?

Wielu specjalistów podkreśla, że zanim sięgniemy po typowe techniki pracy z ciałem, warto zacząć od łagodnej, neutralnej pracy np. jogi czy tai chi. Wspomagają one w nawiązywaniu łączności z ciałem, oswajają nas z napięciami i blokadami, a jednocześnie nie konfrontują zbyt szybko z bolesnymi historiami zapisanymi w ciele. Co istotne, uczą świadomego oddychania, a wszystko to w bezpiecznej przestrzeni nie naznaczonej bezpośrednim skojarzeniem pracy z traumą. Pozwalają także porzucić zakodowane mechanizmy obronne oraz uczą nowego sposobu poruszania się, a przez to przygotowują do praktyki uważności poprzez ruch.

Warto jednak wspomnieć także o pewnych ograniczeniach tego typu aktywności. Przede wszystkim poprzez praktykę jogi czy tai chi nie dostrajamy się do własnej „cielesnej rzeczywistości”, ale pracujemy ciałem pod dyktando kogoś innego. Inaczej jest w przypadku technik, które pozwalają nam otworzyć się na własny, spontaniczny ruch. Oczywiście wspomniane ograniczenie nie może być zakwalifikowane do wad! Wszystko zależy od tego, czego potrzebuje w danym momencie dana osoba.

Na pewno ważne jest, abyśmy mieli możliwość skorzystania z różnych praktyk cielesnych. Wtedy na pewno odnajdziemy taką, która służy nam w tym konkretnym momencie życia. Inna technika może sprawdzać się wtedy, kiedy jesteśmy niespokojni i lepiej czujemy się w przewidywalnych sekwencjach ruchów. Inna z kolei wtedy, kiedy jesteśmy rozluźnieni i otwarci na eksperymentowanie z różnymi rodzajami ruchu, kiedy mamy już podstawowe zaufanie do własnego ciała.

***

Terapeuci wspierający w pracy z ciałem, uczulają na pewne zjawisko, a mianowicie: praca z ciałem uwalnia duże porcje energii, co można porównać do zastrzyku adrenaliny. Takie neurochemiczne pobudzenie bywa dla wielu z nas przyjemne, niemal uzależniające. Wymaga to więc dużej uważności na to, co się dzieje i często wsparcia doświadczonego terapeuty. Chodzi o to, aby nie uzależnić się od mocnych, cielesnych doświadczeń, wyrzutu endorfin czy adrenaliny i nie zatracić kontaktu z rzeczywistością.

„Zyskiem” z rozwijania świadomości ciała i pogłębiania jej jest fakt, że pozwala nam „zamieszkać w nim” na nowo. Co więcej, daje wgląd, że jesteśmy częścią większej Całości. To bardzo transformujące doświadczenie!

Pięknie ujęła to cytowana już na początku Tina Stromsted mówiąc, że ciała są mikrokosmosem w makrokosmosie; gdy przestajemy winić je za nasz ból, głodzić, karmić niezdrowym jedzeniem, zamykać poprzez wymuszanie ochrony przed nieznośnym cierpieniem czy pozbawiać resztek energii, przeciążając je, to najprawdopodobniej zmienimy też stosunek do naszych zwierzęcych kuzynów i do całej planety.

Czego nam wszystkim życzę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *