Przyznajmy szczerze: emocje nas fascynują 🙂 Nawet jeśli uciekamy od własnych, to chętnie przyglądamy się innym ludziom i ich doświadczeniom. Z łatwością komentujemy ich stany emocjonalne i udzielamy rad. Chodzimy na poruszające filmy, oglądamy wzruszające sztuki i słuchamy muzyki, która wywołuje w nas przeróżne emocje. Chętnie też przysłuchujemy się temu, co naukowcy już wiedzą o emocjach i śledzimy w jaki sposób wyjaśniają ich działanie. Z kolei u psychologów szukamy wsparcia w ich określaniu, rozpoznawaniu i „oswajaniu”.

 

Negatywne emocje ewoluowały przez miliony lat, by ostrzegać nas przed niebezpieczeństwem i motywować do wycofywania się z sytuacji, które nam zagrażają. Dlatego ich eliminacja nie zawsze jest mądra; postąpimy roztropnie, jeśli najpierw zbadamy czy nasze cierpienie wiąże się z sytuacją, w której się znajdujemy …
/Daniela F.Sieff/

 

Tymczasem mało kto zadaje pytanie „po co nam w ogóle emocje, dlaczego je mamy, jaki jest ich cel?”. Być może przybliżenie się do odpowiedzi na to pytanie pozwoliłoby lepiej zrozumieć cierpienie emocjonalne, które na różnych etapach życia bywa udziałem każdego z nas. Komu jednak zadać takie pytanie?

Okazuje się, że naukowcy zajmujący się teorią ewolucji zrobili konkretny krok w kierunku odszyfrowaniu celu jaki przyświecał naturze przy „tworzeniu” emocji. Jednym takich z naukowców jest Randolph M.Nesse (profesor psychiatrii, psychologii, profesor nauk o życiu, twórca medycyny ewolucyjnej, badacz na University of Michigan), który w pewnym momencie swojej pracy jako psychiatra i badacz postawił pytanie „czy złe samopoczucie i depresja mogą być użyteczne?”. W trakcie badań pytanie to stawało się coraz bardziej precyzyjne: „dlaczego ewolucja naraża nas na cierpienie emocjonalne wynikające z depresji?”. Przyznacie, że warto byłoby poznać odpowiedź …

Wędrówkę w stronę określenia celu wykształcenia się emocji zacznijmy od stwierdzenia, które prezentują ewolucjoniści, a mianowicie: w toku wielu milionów lat emocje ewoluowały, aby pomóc jednostkom wykorzystywać szanse na przeżycie i radzić sobie jak najlepiej z zagrożeniami. Powiązanie między emocjami a przeżyciem jest stosunkowo proste: emocje wpływają na poziom naszej uwagi, koncentracji, pamięć, motywację, a to wszystko przekłada się na konkretne zachowania, które mogą – w mniejszym lub większym stopniu – determinować nasze przeżycie w danych warunkach.

Emocje, jak przekonuje prof Nesse, „miały umożliwić elastyczne dostosowanie zachowania do okoliczności”. Ten sam naukowiec w rozmowie z Danielą F.Sieff (polecam gorąco tę książkę!) zaskakuje informacją, że pierwowzory emocji pojawiły się już u jednokomórkowych organizmów setki milionów lat temu. Podobnie jest u współcześnie żyjących bakterii, których pamięć trwa jedynie pół sekundy, a zakres zachowań ogranicza się do ruchu w przód i odbijania w przypadkowych kierunkach. Przy czym o kierunku decyduje m.in stężenie substancji odżywczych w środowisku, pH środowiska oraz temperatura. Oczywiście bakteria mająca półsekundową pamięć nie jest w stanie ułożyć żadnej strategii zdobywania pożywienia. Jeśli poszukamy tutaj analogii z naszymi ludzkimi emocjami, to wyraźnie zobaczymy, że spora część z nas dzieli automatycznie emocje na dobre i złe. W tym przypominamy nieco bakterie 😉 W toku doboru naturalnego, przez miliony lat, algorytm emocji stawał się coraz bardziej skomplikowany, ale granice pomiędzy poszczególnymi emocjami nadal bywają płynne. Dlatego część psychologów uważa, że trudno jest jednoznacznie wyodrębnić emocje podstawowe.

Jeśli trafia do nas argument, że emocje – nawet jeśli ograniczają sie tylko do dwóch aspektów „dobrze- źle”- wspomagają nasze przetrwanie, to pojawia się kolejne pytanie: „co w takim razie z zaburzeniami emocjonalnymi? W jaki sposób doszło do ich powstania?”. Odpowiedź jest prosta: dobór naturalny nigdy nie sprzyja utrwaleniu się cech, które powodują, że dany osobnik jest źle przystosowany do danego środowiska, dlatego też osobniki z tzw. zaburzeniami emocjonalnymi byłyby eliminowane. Ewolucja podpowiada nam dlaczego lęk, depresja i ataki paniki wcale nie są czymś, co powinniśmy „leczyć”, bowiem w pewnych warunkach nieufność, przygnębienie czy lęk mogą być normalnymi odruchami obronnymi, które wykształciły się w wyniku doboru naturalnego i są korzystne. Oczywiście może też następować pewne rozregulowanie emocji i wtedy nieufność przechodzi w paranoję, lęk w fobię, a przygnębienie w depresję. Wówczas pojawia się problem, jednak dzięki perspektywie ewolucyjnej możemy popatrzeć na zaburzenia emocjonalne nie jak na choroby, ale jak na rozregulowanie zdrowych emocji, a takie spojrzenie wiele zmienia …

We wspomnianej rozmowie prof Nesse mówi wprost, że „dobór naturalny nie ukształtował nas, byśmy byli szczęśliwi, zdrowi i długo żyli. Dobór naturalny sam w sobie nie ma żadnego celu; on jedynie wzmacnia te cechy dzięki którym posiadające je osobniki mają więcej potomstwa.” W przypadku uczucia szczęścia nie mamy problemów z intuicyjnym wyjaśnieniem dlaczego uczucie radości, spokoju i spełnienia jest korzystne dla nas jako biologicznych osobników – szczęście sprzyja zwiększaniu liczby potomstwa i z tego natura jest zadowolona 😉 A co ze smutkiem, czemu on służy? Smutek towarzyszy zwykle stratom i to wszelkiego rodzaju, począwszy od utraty dóbr materialnych, po status społeczny, pozycję zawodową, jak i bliskie osoby. Smutek jest podpowiedzią, aby zaprzestać robienia tego, co prowadzi nas w stronę niebezpieczeństwa, aby przyjrzeć się co się dzieje. Emocja ta nakierowuje nas na zatrzymanie się i zmianę działania na takie, które pozwoli nam odzyskać to, co utraciliśmy. Sprzyja także temu, abyśmy w przyszłości nie popełnili podobnego błędu.

Z pewnością u wielu z Was już pojawiło się zaciekawienie jak naukowcy wyjaśniają sens depresji, którą według badań diagnozuje się u około 20% ludzi. Jeśli spojrzymy na depresję jak na skrajną postać przygnębienia, stan który zatrzymuje nas w miejscu, to nasunie się skojarzenie, że być może jej ewolucyjnym celem było skłonienie ludzi do wycofania się z jakiegoś działania, porzucenie bezowocnych dążeń, które tylko doprowadzały do strat energetycznych. Pamiętajmy jednak, że w dawnych kulturach te działania to były zwykle codzienne aktywności nakierowane na „tu i teraz”: zdobycie wody, pożywienia, obrona terytorium i rodziny, walka o przynależność do grupy. Współczesny człowiek ma cele nie tylko wynikające z bieżącej sytuacji, ale tworzy je sobie sam w skali miesięcy, lat czy dekad! Tymczasem system motywacyjny, który odziedziczyliśmy po przodkach, nie przygotował naszej psychiki do radzenia sobie z tak dużym obciążeniem jak współcześnie. Co więcej, obecnie żyjemy przy zdecydowanie większej ilości bodźców i mamy możliwość porównywania się z ogromną ilością tzw. wzorców sukcesu.

Spojrzenie na emocje z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej, która zaczyna coraz odważniej budować mosty między teorią ewolucji a psychiatrią, utwierdza nam w tym, że nie ma emocji ani dobrych, ani złych. Wszystkie są potrzebne! Stłumienie którychkolwiek odcina nas od doświadczania życia i zamyka dostęp do pełni. Szanujmy więc wszystkie stany emocjonalne, jak w wierszu Rumiego:

 

Bycie człowiekiem to prowadzenie zajazdu.

Co rano nowi goście: radość, depresja, mała podłość.

Czasami, jak niezapowiedziany gość,

zagląda przebłysk wyższej świadomości.

Przyjmij i obsłuż ich wszystkich!

Nawet jeżeli to banda smutków,

które przeczesują budynek i wynoszą meble.

Traktuj każdego gościa z szacunkiem.

Być może oczyszcza ci przestrzeń na nową radość?

Ciemne myśli, wstyd, złość …

z uśmiechem witaj wszystkich u drzwi

i zapraszaj do środka.

Bądź wdzięczny za każdego kto przychodzi.

Bo każdy z nich został wysłany do ciebie

jako przewodnik Stamtąd.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *