Zainteresowanie wpisami o tym jak dzieciństwo wpływa na nasz mózg oraz jak możemy podejść do traumy, pokazuje jak wielka w nas ciekawość mechanizmów przekładania się doświadczeń z dzieciństwa na dorosłe życie. Łatwo zauważyć, że najbardziej interesuje nas to, jak począwszy od wczesnego dzieciństwa rozwija się nasz mózg oraz jak wpływa to na nasze organizowanie się już jako dorosła osoba.

 

Więzi, które w dzieciństwie zapewniają nam wystarczające wsparcie, pobudzają sieci neuronalne,

dzięki którym możemy zdrowo kontrolować nasze emocje.

Wzrastamy, ufając naszym emocjom, niezależnie od tego, czy są bolesne, czy radosne …

/Daniela F.Sieff/

 

Przyjrzyjmy się więc jak rozwija się ludzki mózg od momentu narodzin, co i w jakim sposób ma na niego kluczowy wpływ- pozytywny i negatywny. To ważne informacje nie tylko dla nas jako ludzi, którzy kroczą pewną obraną przez siebie ścieżką rozwoju, ale przede wszystkim dla nas jako rodziców, nauczycieli czy osób wspierających dzieci i nastolatków.

Jeden z amerykańskich biologów Stephen Jay Gould napisał wprost, że ludzkie dzieci przychodzą na świat zdecydowanie przedwcześnie. Ujął to w ten sposób: rodzą się jako embriony i pozostają embrionami przez pierwsze dziewięć miesięcy życia. Trudno nie zatrzymać sie przy tych słowach, aby po chwili uznać, że coś w tym jest 😉

Nikt z nas nie ma wątpliwości, że rodzimy się jako bezbronne istoty, że jesteśmy jako jedne z niewielu zwierząt kompletnie zależni od opiekunów. Przez prawie rok nie zdobędziemy sami pożywienia, nie powiemy co nam dolega, nie uciekniemy, jeśli coś nam zagraża. Jedyną możliwością protestu czy obrony jest krzyk i płacz. W jednej ze swoich książek dr Stuart Shanker zadał pytanie: dlaczego matka Natura miałaby zostawić w mózgu niemowlaka niedokończony kluczowy proces? I co to ma wspólnego ze współczesnym wychowywaniem dzieci?.

Odpowiedzi na to pytanie znajdziemy dzięki przypomnieniu sobie, co tak naprawdę z ewolucyjnego punktu widzenia dało nam – jako ludziom – przewagę nad innymi gatunkami. Była to oczywiście zdolność do chodzenia na dwóch nogach oraz duży mózg. Jak udowodnili biolodzy, wyprostowana postawa ciała uwolniła nasze ręce i pozwoliła wytworzyć narzędzia, a to z kolei wpłynęło na usprawnienie życia, przebiegu polowań i skuteczniejszą obronę. Duży mózg, który był także efektem tej anatomicznej przewagi, pozwolił ludziom rozwinąć się społecznie i technologicznie.

Tutaj jednak Natura mogła mieć pewien problem: jak kobiety poruszające się w pozycji pionowej, u których przełożyło sie to na budowę miednicy, mogły urodzić naturalnie dziecko z głową tak dużą, aby pomieścić nieprzeciętnych rozmiarów mózg? Rozwiązanie było proste, choć można oczywiście dyskutować czy jedyne 😉 Dzieci musiały rodzić się w momencie, kiedy ich mózgi nie są tak ogromne, że główka nie mogłaby przejść przez kanał rodny kobiety. Jak prześledzono, w toku ewolucji mózgi rodzących się dzieci były procentowo stopniowo mniejsze niż mózgi dorosłych osobników. Obecnie mózg noworodka to około 1/4 mózgu dorosłej osoby.

Naukowcy podkreślają, że poród jest nie tylko wielkim wydarzeniem rodzinnym, dla wielu ludzi spełnieniem marzeń, ale przede wszystkim uruchamiają się wówczas intensywne procesy rozwoju neuronalnego. Nigdy potem nasz mózg nie rozwija się tak szybko! W każdej sekundzie życia dziecka powstają setki synaps, czyli połączeń między komórkami nerwowymi. I tutaj ważna uwaga – to jak przebiega ten proces zależy w dużym stopniu od interakcji między dzieckiem i jego opiekunami. Dopiero po okołu 8 miesiącach mózg dziecka jest w stanie radzić sobie ze światem tym zewnętrznym, jak i wewnętrznym. To jednocześnie moment, kiedy pewne niepotrzebne połączenia synaptyczne są eliminowane, inne nadal są tworzone i tak trwa to do około 4 roku życia. Na 6 urodziny mózg dziecka osiąga około 95 % maksymalnego rozmiaru.

W tym intensywnym okresie, którym zachwycają się neuronaukowcy, jeśli coś pójdzie nie tak, zmiany w mózgu mogą być decydujące dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego. Mówi się wręcz, że reaktywość na stres jest dosłownie programowana w zwojach mózgowych w pierwszych latach życia. Biorą pod uwagę, że ludzki mózg rodzi się za wcześnie musimy pamiętać, że rola rodzica czy opiekuna jest kluczowa w pierwszych latach życia. Dostajemy pod opiekę prawdziwy skarb! Na szczęście Natura i tutaj nas wspomogła nie tylko tym, co niektórzy nazywają instynktem rodzicielskim, ale także tzw. mózgowe Wi-Fi.

Aby zrozumieć jak działa mózgowe Wi -Fi, przypomnijmy sobie jaką rolę pełni w łonie pępowina. Pomyślmy co po jej przecięciu przejmuje rolę regulacyjną? Będzie to swoisty rodzaj połączenia między dzieckiem a rodzicem, więź między mózgami tych dwóch istot- bezbronnej oraz drugiej doświadczonej. Ich mózgi są w stałym kontakcie w celu regulacji pobudzenia – działa to oczywiście w obie strony. Jak pisze dr Shanker, ten współdzielony intuicyjnie kanał komunikacji (…) tworzy się i utrzymuje dzięki dotykowi, kontaktowi wzrokowemu i głosowemu, a także, w największym stopniu, dzięki kontaktowi emocjonalnemu. To mózgowe Wi-Fi tworzy głębokie struktury neuronalne, psychologiczne i sensoryczne służące do samoregulacji, zmieniające się podczas rozwoju dziecka.

Samo niemowlę ma bardzo ograniczony dostęp do narzędzi samoregulacji (ssanie, odwracanie wzroku, uwagi, odcinanie się). Tymczasem dojrzały mózg, zwykle jest to mama, odczytuje na bieżąco sygnały od dziecka (wyraz twarzy, płacz, krzyk, gesty) i dopasowuje swoje zachowanie do potrzeb danej sytuacji, a konkretniej – potrzeb dziecka. Wszystko po to, aby zminimalizować, pobudzić albo zahamować stan pobudzenia u dziecka. Wszystko w zależności od potrzeb 🙂

Jako że mózgowe Wi-Fi działa w obie strony, rodzic tak naprawdę reagując na potrzeby dziecka, reaguje na swoje własne. Co więcej, nie jest to tylko reakcja poznawcza, ale także fizjologiczna, czyli rodzic wyczuwa, co czuje jego dziecko. Jest to bardzo intymna wymiana informacji, potrzeb, stanów między dwoma istotami. Naukowcy nie mają twardych dowód, aby przekonać niedowiarków w jaki sposób to działa, jednak wyniki badań naukowców takich jak Shanker czy Stanley Greenspan nie pozostawiają wątpliwości, że coś takiego istnieje. Jak widać potrzebujemy siebie nawzajem – i rodzic i dziecko – nie tylko na poziomie emocjonalnym, ale także neurobiologicznym.

Wracając do porównania z pępowiną, która z czasem przestaje spełniać swoje funkcje, mózgowe Wi-Fi nie „zużywa się”. Z czasem przekłada się ono na inne bliskie relacje, bowiem jesteśmy stworzeni do tego, by czerpać energię od siebie nawzajem i odbudowywać energię dzięki innym. Jesteśmy nie tylko zwyczajnym gatunkiem społecznym jak kopytne, które pasą się w stadach. Jesteśmy istotami społecznymi, które podtrzymują i chronią się nawzajem za pomocą spojrzeń, dotyku, rozmowy i kojących dźwięków, a oprócz tego dzielą się upolowanymi i zebranymi łupami. /dr Stuart Shanker oraz Teresa Barker „Self-Reg”/

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *