Na kanale YouTube, profilu Facebook oraz w komentarzach na blogu Fundacji Mądrość Wschodu i Zachodu pojawiają się pytania do Alexandra Poraj-Żakieja. Wiele z nich jest bardzo ciekawych, przemyślanych, a odpowiedzi, których udziela Alexander, na pewno mogą być inspiracją dla wielu innych osób. Dlatego też, jeśli chcielibyście zadać swoje pytania, prosimy o komentarze na wszystkich kanałach social media Fundacji. W miarę możliwości postaramy się udzielić odpowiedzi.

 

W Drodze do miejsca, gdzie już jesteśmy

/A.Poraj-Żakiej/

 

Pytanie zadane pod video na kanale YouTube Fundacji Mądrość Wschodu i Zachodu:

Ramana Maharishi powiedział, że do Tego nie prowadzą żadne stopnie. Albo się tam jest, albo nie. Dokładnie to samo mówisz w „Czasie przebudzeń”, że w klasycznym zenie chińskim też nie ma stopni. Czym jest jednak system koanów stosowany po oświeceniu (u Jagera był w użyciu), jeśli nie dalszą podróżą w górę? Drugie do Ciebie jako mistyka i teologa. Wydaje mi się, że istnieją dwa oblicza mistyki chrześcijańskiej. Jedno reprezentowane przez Eckharta (nic nie wiem, nic nie mam, niczego nie pragnę), św.Jana od Krzyża (zniżając się do dna mej nicości wzniosłem się tak wysoko, aż osiągnąłem cel, za którym goniłem), Alexandra Poraj-Żakieja (tu się niczego nie ma, niczego nie posiada). Drugie, na straży którego stoją ksiądz Dolindo Ruotolo, ojciec Pio, siostra Faustyna, Marta Robin, pełne widzeń, rozmów z Jezusem, objawień. Czy jest to etap wcześniejszy-przed osiągnięciem doświadczenia niedualnego – czy też coś zupełnie innego? Skąd tam obecność Szatana (przez Martę Robin opisywanego jako istota przepięknej urody i wyjątkowej inteligencji, o klarownej tożsamości, która nią, biedną kaleką rzucała po ścianach?). Co jest Prawdą?

___________________

W zadanym pytaniu pojawia się kilka ważnych kwestii, warto więc po kolei przyjrzeć się każdej z nich, wtedy odpowiedź będzie jaśniejsza. Przede wszystkim zastanówmy się czy rzeczywiście istnieje jakaś droga w sensie stopni, która pozwala dojść do doświadczenia mistycznego, nazywanego w zen przebudzeniem czy oświeceniem? Według mojego doświadczenia coś takiego nie istnieje. Podobnie patrzę na to opierając się o moje doświadczenie pracy z innymi praktykującymi zen. Nie mogę więc potwierdzić, że do Tego prowadzi jakaś droga. Może być to zaskoczeniem, bo przecież także pisma starożytnych mistrzów zen pełne są wzmianek o Drodze.

Dlaczego w takim razie uważam, że do oświecenia nie prowadzi żadna droga? Przebudzenie jest nagłym, spontanicznym wglądem w naturę rzeczywistości, które może zdarzyć się każdemu i wszędzie. Jest to wgląd, że wszystko już po prostu JEST, a nie że będzie czy było. Jest to moment, punkt rzeczywistości, w którym poprzez nie stwarzanie jakichkolwiek dualności, rozdziału, różnic, widzimy jak JEST. Oświecenie nie jest dochodzeniem do czegoś, gdzie się wcześniej nie było, jest wręcz odwrotnie – to zrealizowanie tego, że Tym jesteśmy, a nie że w tym jesteśmy. To uświadomienie sobie, że my TYM już jesteśmy, zawsze byliśmy – jeśli w ogóle ma sens mówienie tutaj o jakimś liniowym czasie – że istnieje tylko TO. Do tego się nie dochodzi, tym się JEST. Droga o której czytamy u starożytnych mistrzów nie jest tożsama z naszym rozumieniem drogi.

W tym miejscu przyjrzyjmy się także, jak tworzy się wspomniana dualność? Jeśli zakładam, że jest jakaś droga duchowa, że muszę nią gdzieś dojść, to w tym samym momencie stwarzam „tu” i „tam”, punkt A i punkt B. Stwarzam „ja” i „to” – automatycznie jestem już daleko od jakiegokolwiek doświadczenia mistycznego. Poprzez te podziały, złudzenie istnienia drogi z A do B, zamykam się na Jedność. Mówienie że „podążam drogą duchową” oznacza zejście na przysłowiowe manowce, bowiem stwarzamy tutaj postawę, że „nie jestem tam, tylko tu”. Wtedy nie jesteśmy już Jednym. Wtedy ta Niepodzielona Całość znika. Jeśli chcemy zdobyć jakiś wgląd, osiągnąć oświecenie, to już tworzymy problem, ponieważ wtedy jest przedmiot (oświecenie) i podmiot (ja). Wtedy jest już tylko dualność, którą chcemy jakoś przezwyciężyć, a jednocześnie starannie ją pielęgnujemy. Cały sens duchowości polega na tym, aby nie tworzyć w ogóle dualności, aby po prostu BYĆ, a nie dążyć do czegoś. Zatrzymując się w tym miejscu chwilę dłużej można poczuć czym jest tzw. duch początkującego.

Kwestia drogi duchowej, pięterek, stopni i poziomów to nadal kwestia postrzegania poprzez umysł i nie ma nic wspólnego z naturą rzeczywistości. Istotą treningu zen jest postawa trzeźwości, stan nim wejdziemy w zabawę umysłowo- rozumową i zaczniemy tworzyć rzeczy po kolei, nazywać i ustawiać obok siebie. Duch początkującego to po prostu JEST.

 

Kolejne pytanie dotyczyło mistyków chrześcijańskich, wizji czy nawet istnienia tzw. szatana, albo raczej jego odpowiednika w zen. Trudno mi w tej chwili określić kogo możemy nazwać mistykiem, ponieważ nie ma jednej zadowalającej wszystkich definicji. Jedno jest pewne: różnica między zen, a mistyką w której nadal pojawia się objawienie, jest bardzo duża. Nie ma tutaj możliwości porównania doświadczeń. Tak naprawdę zen ma niewiele wspólnego z mistykami o których wspomniano w pytaniu. Wizje w mistyce nie są w żaden sposób porównywalne do doświadczenia przebudzenia w zen.

Przebudzenie jest uświadomieniem sobie, że nic – absolutnie nic – nie jest esensjonalne, że wszystko jest puste, ale nie w znaczeniu jakim posługujemy się na co dzień (więcej na ten temat znajdziecie we wpisie o Nagardżunie). Ta Pustka oznacza tworzenie się wciąż i wciąż na nowo, w „zależności od”. To jak ciągły taniec zmian, bez początku i bez końca.

Przyglądając się wizjom mistyków, zwróćmy koniecznie uwagę na jedno: dużo opisów wizji jest zbieżnych i – co ciekawe – zawsze w danej religii czy kulturze są one podobne i spójne. Święci w chrześcijaństwie nigdy nie pojawiają się w wizjach buddystów. Warto się nad tym zastanowić …

 

Kolejne pytanie dotyczy koanów, tego w jakim celu są stosowane po oświeceniu? Zdecydowanie mogę podkreślić, że nie po to, aby „iść w górę”, ale po to, aby zostać przy tym doświadczeniu, które jest. Celem pracy z koanami jest wyjaśnienie doświadczenie, doprowadzenie do tego, aby cały czas być w doświadczeniu i widzieć je cały czas w różnych aspektach. Można powiedzieć, że koan jest szlifowaniem pewnego doznania, tak aby była większa jasność, a nie kontynuacja chodzenia z punktu A do B.

____________________

Więcej pytań i odpowiedzi znajdziecie w najnowszej książce Alexandra Poraj-Żakieja „Wprowadzenie do ZEN. Historia – Praktyka – Współczesność” -> TUTAJ

 

Komentarze dla Seria: pytania do mistrza zen

  1. D.K. napisał(a):

    Litania odurzonego zielenią

    podaruję ci las
    smak powietrza
    i chłód lgnący do skóry
    i tętnienie w skroniach
    i chropowaty dotyk kory dam ci

    i stuk dzięcioła rytmiczny
    i świergot koron drzew oddam na zawsze
    tę chwilę
    I pająka sieć rozpostartą
    z muchą drgająca na wietrze
    byś się jej po trzykroć pokłonił
    obdaruję cię
    witrażem słońca na murawie
    i bezkształtem myśli staruszki prowadzonej przez bliskich
    i głosem dziecka w oddali
    byś wiedział że to

    wszystko jedno

    i lot ptaków wysoki przekażę ci w posiadanie

    podaruję ziemi wilgoć stóp po ściółce
    byś nie odleciał za szybko

    i wiatr ofiaruję
    żeby cię kołysał
    oddam zapomnienie
    byś się w nim rozpuścił
    przekażę skurcz i rozkurcz
    tętnienie po drugiej stronie skóry
    i puls
    I oddech
    bo to

    wszystko jedno

    i na nic koniugacja
    i deklinacja
    i cyfr ciągi

    spokój lasu ci dam

    podaruję ziemi wilgoć stóp po ściółce
    byś nie odleciał za szybko

    i drzew cierpliwość ofiaruję
    i trwałość kamieni
    bo to
    wszystko jedno

    zabiorę czekanie w plisy kołdry bezsennej zaprasowane

    i las ofiaruję
    bo to wszystko

    JEDNO JEST

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *