Kiedy mówimy o historiach zapisanych w ciele i uświadamiamy sobie, że wszystko, czego doświadczyliśmy aż do dzisiaj, zapisało się w naszym ciele oraz w zależności od „koloru emocji” może nas wzmacniać lub też osłabiać, wtedy większość z nas nie ma oporów, aby to przyjąć jako oczywistość. Intuicyjnie czujemy, że „ma to sens”. Co więcej, część z nas sama odczuwa, że tak właśnie jest, że w nas samych także skryły się takie „cielesne opowieści”. Tymczasem, kiedy pojawia się wzmianka, że możemy nosić w sobie również traumy przodków, pojawia się zaskoczenie i pytania „jak to możliwe???”.

 

Najmocniejsze więzy łączą nas z tymi, którzy dali nam życie (…)

Wydaje się nie mieć znaczenia, jak wiele upłynęło lat,

jak wiele zdrad mogło nastąpić, jak wiele było nieszczęść w rodzinie:

pozostajemy połączeni, nawet wbrew własnej woli.

/Anthony Brandt/

Odpowiedzi na to pytanie udziela epigenetyka – nowa gałąź nauki, która bada dziedziczenie zmian w funkcjonowaniu genów zachodzące bez zmian w sekwencji DNA. Kiedyś uważano, że przodkowie przekazują nam pakiet genetyczny wyłącznie przez łańcuch chromosomów DNA, które otrzymaliśmy od rodziców, a oni z kolei – od swoich. Obecnie naukowcy już wiedzą, że chromosomalne DNA, które odpowiada za dziedziczenie takich cech jak kolor oczu, włosów czy skóry, stanowi jedynie 2% naszego DNA! Pozostałe 98% to tzw. niekodujące DNA (ncDNA). Odpowiada ono za cechy emocjonalne, behawioralne i osobowościowe, które przecież także dziedziczymy.  Naukowcy nazwali je kiedyś „śmieciowym DNA”, gdyż uważali, że jest kompletnie niepotrzebne. Obecnie zmienili zdanie 😉 Co ciekawe – procent niekodującego DNA rośnie wraz ze wzrostem złożoności organizmów i jest najwyższy u człowieka.

Badania potwierdziły, ze ncDNA  jest podatne na niekorzystne  wpływy środowiska takie jak złe odżywianie czy stres. Oznacza to, że „dotknięty” nimi DNA może przekać kolejnym pokoleniom informacje, które pomagają przetrwać w trudnym środowisku. Tak więc możemy uznać, że epigenetyczne zmiany mają przystosować nas biologicznie do radzenia sobie z traumami, które dotknęły naszych przodków! Pozwala to spojrzeć na odziedziczone traumy nie jak na przekleństwo, ale na zestaw ratunkowy, mający pomóc w życiu.  Oczywiście w naszym życiu odczuwamy zwykle negatywne skutki takiego dziedzictwa, np. dziecko którego rodzice doświadczyli dramatu wojny, może być nadwrażliwe na hałas, przy czym ta nadwrażliwość będzie wiązała się z napadami paniki, ale nie jedynie dyskomfortem.  W czasie wojny takie wyczulenie na hałas mogła zwiększać szanse na przeżycie, a w czasie pokoju- zamienia życie kolejnego powojennego pokolenia w piekło 🙁

Zmiany adaptacyjne, o których wspomniałam wyżej, wywołane są przez sygnały (znaczniki) chemiczne nazywane epigenomami i zachodzą w komórkach. Działają w ten sposób, że aktywują lub wyłączają ekspresję danego genu. Tak więc sama sekwencja genu nie ulega zmienie, ale poprzez epigenomy (czyli chemiczne modyfikacje) zmienia się jego działanie.  Mechanizm epigenetyczny jest zdecydowanie bardziej skomplikowany i może przebiegać albo poprzez metylację DNA albo poprzez tzw. niekodującą molekułę RNA zwaną mikro-RNA, jednak na potrzeby naszego bloga takie informacje nie są nam niezbędne (zainteresowanym polecam m.in. książkę „Nie od ciebie się zaczęło” Marka Wolynn’a, która była dla mnie inspiracją do wpisu).

Jedne z badań (z 2005 r.) nad przekazywaniem przez matki stresu dzieciom dotyczyło kobiet, które były w ciąży (II i III trymestr) podczas ataków 11.09 na World Trade Center i spędziły ten dzień w sąsiedztwie dramatycznych wydarzeń. Kobiety te cierpiały na zespół stresu pourazowego, a urodzone dzieci miały niski poziom kortyzolu i wykazywały podwyższone napięcie w reakcji na nowe bodźce. Wynikało to z tego, że niski poziom kortyzolu upośledzał ich zdolność radzenia sobie z doświadczanym stresem. Podobna sytuacja miała miejsca w przypadku pokolenia, których przodkowie doświadczyli mordu w Rwandzie, ludobójstwa w Kambodży czy piekła Holokaustu. Do traum, które możemy odziedziczyć po przodkach, albo też przekazać dzieciom, należą nie tylko wydarzenia historyczne takie jak wojna czy ludobójstwa, ale też zbrodnie, samobójstwa w rodzinie, nagła, przedwczesna śmierć, itd.

Doskonale podsumował to dr David Sack, psychiatra, który stwierdził, że: Trauma ma moc sięgania z przeszłości po nowe ofiary oraz Trauma rodzica staje się własną traumą dziecka, a jego kłopoty behawioralne i emocjonalne odzwierciedlają te, których doświadcza rodzic.

Naukowcy podają dodatkowe szczegóły tej zależności: wpływ stresu na modyfikacje epigenetyczne zależy od wieku matek podczas traumatycznego zdarzenia (czy same były wtedy dziećmi czy też były już dorosłymi kobietami w ciąży), inne skutki pojawiają się jeśli stresu doświadczył ojciec, a inne jeśli matka (w przypadku ojca – częściej u dzieci pojawia się depresja i zespół stresu chronicznego, w przypadku matek – dzieci dotyka nadmierne przywiązanie do matek).

Jednocześnie, badając mechanizm zmian epigenetycznych, naukowcy szukają sposobu w jaki moglibyśmy ograniczać skutki międzypokoleniowej traumy. Okazuje się, że m.in. medytacja, wizualizacja czy rozmawianie o trudnych doświadczeniach, dzielenie się uczuciami w bezpiecznej atmosferze wsparcia, mogą być skutecznym sposobem na poprawę tej sytuacji.

Jeśli więc w pracy osobistej dochodzimy do symbolicznej ściany, albo czujemy, że to „nie od nas się zaczęło”, warto przyjrzeć się także swoim rodzinnym historiom, prześledzić tło wydarzeń jakie towarzyszyły naszemu poczęciu i narodzinom oraz zgłębiać rodzinne tajemnice. Jeśli nawet nie dla siebie, to dla kolejnych pokoleń, bo jak powiedział Carl Gustav Jung: muszę odpowiedzieć na pytania, które los postawił przed moimi przodkami i na które jak dotąd nikt nie dał odpowiedzi, lub muszę zamknąć, albo przynajmniej kontynuować to, co pozostało niedokończone.

4 komentarzy dla W jaki sposób dziedziczymy traumę przodków?

  1. Szkoda, że autorka nie podaje źródła, z którego pełnymi garściami zaczerpnęła, czyli pozycji „Nie zaczęło się od ciebie” Marka Wolynna

    • Agnieszka Bonar- Sadulska napisał(a):

      Pani Alino, w tekście wspominam o książce Marka Wolynna, która była inspiracją do powstania tego tesktu. Jedna z lepszych i bardziej przystępnym pozycji dotyczących tego tematu. Pozdrawiam

  2. Beata Herbata napisał(a):

    Świetny tekst 🙂 później trzeba się z tego jakoś wyzwolić pracą nad sobą, relacjami i uświadomieniem sobie co jest grane. Ale warto 🙂

    • Agnieszka Bonar- Sadulska napisał(a):

      Pani Beato, zdecydowanie warto 🙂 Czasami już samo uświadomienie sobie, zobaczenie mechanizmów bywa uwalniające. Polecam także książkę „Wczesna trauma” pod red. prof Rupperta. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pobierz darmowy e-book!

Zapisz się do newslettera i pobierz darmowy 46- stronicowy e-book Alexandra Poraj-Żakieja "Wprowadzenie do ZEN".

Twoje dane nie zostaną opublikowane i udostępnione osobom trzecim