Tematyka sumienia jest o tyle istotna, że warto kontynuować jeszcze ten temat. Jest on bardzo ważny dla osiągnięć indywidualnych w każdym obszarze życia, nie tylko w rozwoju duchowym.

Sumienie to kompas

Opisywałem ostatnio narzędzie i niezawodną metodę postępowania. Teraz odniosę się krótko do tego, czym jest sumienie, czyli na czym się owym narzędziem pracuje.

Jeśli kogoś temat interesuje dogłębniej, to polecam bardzo dobrą definicję sumienia z Katechizmu Kościoła Katolickiego. Natomiast na potrzeby tej refleksji możemy przyjąć, że jest to taki naturalny kompas, który wskazuje nam, co jest obiektywnie dobre, a co złe, pozwala dokonywać właściwych wyborów i należycie oceniać własne (i tylko własne) postępowanie.

Kompas ten może być i często bywa rozregulowany.

Obrać właściwy kierunek

Jest taka wzmianka ewangeliczna , o ślepych przewodnikach, którzy przecedzają komara a połykają wielbłąda. Taki przykład działania obrazuje sumienie skrupulanckie. Kiedy zaś szeroko
– niczym wrota od stodoły – przepuszcza ono wszystko, nad niczym się nie zastanawia i niewiele odczuwa, mówimy o sumieniu permisywnym.

Zarówno jeden, jak i drugi stan nie jest na dłuższą metę korzystny ani dla nas, ani dla otoczenia.

Być może w pierwszym przypadku bardziej doraźnie męczymy siebie, a w drugim całe nasze otoczenie, jednak ostatecznie tak jeden, jak i drugi stan życia nikomu nie ułatwia. Dlatego warto pracować nad kształtowaniem sumienia dojrzałego, które niczym dobrze skalibrowany kompas zawsze pokaże moralną północ. Temu służy praktykowanie wdzięczności i przyglądanie się swoim myślom, słowom, decyzjom i czynom.

Poczucie winy

W tym miejscu chcę napisać parę słów o bardzo ważnym zjawisku emocjonalnym, które może pojawić się w trakcie badania naszego postępowania.

Mam na myśli konkretnie poczucie winy, a jeszcze konkretniej psychiczne poczucie winy, które odróżnia się od moralnego albo religijnego poczucia winy, chociaż ja wolę mówić w takim wypadku o wyrzutach dojrzałego sumienia.

Poczucie winy – czy zawsze słusznie?

Tak jak to bywa z każdym „poczuciem”, tak i poczucie winy nie koniecznie musi wiązać się z jakąś rzeczywistą winą, co znamy chociażby z traumatycznych reakcji osób bliskich tragicznie zmarłym poszkodowanym w wypadkach drogowych. Osoby te czasem zmagają się z poczuciem winy, chociaż z winą i sprawstwem wypadku nic wspólnego nie mają. To są jednak inne przypadki, powiązane z silną reakcją traumatyczną po stracie, tutaj zaś chciałbym napisać o poczuciu winy jako wyniku pewnej postawy i niedostatecznej pracy rozwojowej.

Poczucie winy występuje w różnym natężeniu u każdego normalnego człowieka. Zupełnie tego uczucia (podobnie jak i wielu innych) pozbawieni są psychopaci. Natomiast w przeciwieństwie do wyrzutów sumienia nie jest ono ani reakcją zbyt dojrzałą, ani konstruktywną. Poczucie winy bowiem, jak słusznie zauważa o. Tadeusz Kotlewski SJ, odsyła nas do nas samych, do fałszywego obrazu siebie i nierealistycznych oczekiwań w stosunku do samego siebie. Przy poczuciu winy, które ma postać uczucia złożonego najistotniejsza jest mieszanka frustracji, żalu, złości, wstydu, rozczarowania sobą samym. Pojawia się chęć samoukarania czy bycia ukaranym lub spełnienia jakiegoś nieadekwatnego zadośćuczynienia. Najczęściej zaś po prostu następuje samoizolacja. Jest to więc pewnego rodzaju karykatura sumienia. Forma samodręczenia.

W istocie rzeczy zwrot „Nigdy nie wybaczę sobie, że zrobiłem to czy tamto”  oznacza:

„Jestem tak przekonany o swojej doskonałości i mocy sprawczej, że nigdy nie przyznam się przed sobą samym do tego, co naprawdę zaszło i że nie byłem w stanie temu zapobiec, bo wtedy będę musiał uznać, że nie jestem doskonały i czasem nie jestem w stanie zapobiec złym rzeczom, które robię, albo po prostu niektóre rzeczy są całkowicie poza moją kontrolą”.

Samodręczenie jest przy tym jakąś formą radzenia sobie z całym dyskomfortem, który się z takim poczuciem wiąże.

Poczucie winy a wyrzuty sumienia

Wyrzuty sumienia natomiast odnoszą mnie do konkretnego dobra (wartości, zasad), które naruszyłem, zmarnowałem lub też którego nie zwiększyłem.

Tutaj pojawiają się dwa elementy – jeden intelektualny, polegający na trzeźwym uznaniu „Tak zrobiłem coś złego lub nie zrobiłem tego, co trzeba (jechałem zbyt szybko i nie obserwowałem wystarczająco drogi). W wyniku tego stało się coś złego (potrąciłem rowerzystę i złamałem mu rękę).” oraz wynikająca z niego naturalna reakcja emocjonalna polegająca na żalu w związku z naruszonym dobrem.

Czyli „Żałuję, że złamałem Ci rękę, sprawiłem ból i cierpienie.” (wyrzuty sumienia), a nie „Żałuję, że do tego doszło, bo nie okazałem się tak wspaniałym kierowcą za jakiego mam prawo się uważać. Kierowcą, który jest w stanie uniknąć każdego wypadku” (poczucie winy).

Różnica jakościowa jest kolosalna. W jednym przypadku zamykamy się w sobie, zatrzymujemy swój rozwój, kręcimy się w kółko. W drugim trzeźwo konfrontujemy się z prawdą o sobie, przeżywamy emocjonalnie powstałą stratę, otwieramy się na naruszone dobro, relacje i możemy naprawić szkodę lub adekwatnie zadośćuczynić krzywdzie wyrządzonej sobie lub innym. Jeśli zaś wymaga tego prawo także odpowiedzialnie ponieść adekwatne konsekwencje.

Aby jeszcze lepiej zobrazować temat odwołam się znów do dwóch postaci biblijnych apostołów Piotra i Judasza. Piotr w stosownym momencie odczuwał wyrzuty sumienia i ostatecznie został pierwszym papieżem, Judasz odczuwał wyłącznie poczucie winy, a jak się to skończyło, to każdy zapewne wie lub może sobie doczytać.

Podobnie bywa z innymi „poczuciami”: krzywdy, żalu, które warto przepracować i zostawić za sobą, aby nie zamykały nas w pułapce przeszłości.

Warto przy tym wspomnieć o naturalnym wymiarze katolickiej spowiedzi.  C.G. Jung w swojej praktyce terapeutycznej stwierdził, że poziom neurotyczności u katolików jest zdecydowanie niższy niż u przedstawicieli innych wyznań chrześcijańskich. O ile pamiętam wskazał, że zdiagnozował ją chyba tylko u sześciu swoich pacjentów, którzy byli praktykującymi katolikami. Wbrew utartym gdzieniegdzie przekonaniom duchowość katolicka w żaden sposób nie odwołuje się do poczucia winy (czasem myląca bywa tu terminologia stosowana w duchowości, o której wspomniałem na początku), a jednym z warunków dobrej spowiedzi nie jest poczucie winy, a właśnie szczery żal. Wychodzi zatem na to, że na poziomie naturalnym ma ona również dużą wartość terapeutyczną. Pod warunkiem oczywiście, że przeżywana jest w prawdzie o sobie, a temu służy właśnie narzędzie w postaci wykonanego solidnie rachunku sumienia. Dodatkowo zapobiegać uciekaniu od tej prawdy na poziomie naturalnym pomaga drugi człowiek, ten po drugiej stronie kratki, który towarzyszy, zadaje pytania, udziela informacji zwrotnej.

A jak to wygląda w biznesie?

W relacjach biznesowych podejmujemy dziennie setki decyzji i działań, które chcąc nie chcąc poddajemy ocenie jako dobre lub złe. Popełniamy również błędy, dopuszczamy się zaniechań. Ich skutki oddziałują na nas, współpracowników, klientów. Jeśli są widoczne, to stanowią zazwyczaj doświadczenie związane z wysokim dyskomfortem emocjonalnym i trudno przyznać się do nich przed samym sobą.

Dojrzałe, ukształtowane sumienie jest jednym z najlepszych narzędzi do podejmowania dobrych decyzji biznesowych, do bilansowania swoich działań i powstawania po różnych mniejszych czy większych wywrotkach, które będą naszym udziałem do końca naszej aktywności zawodowej i dłużej. Poczucie winy na pewno nam nie pomoże ani w rozwoju, ani w działaniu, ani w odnoszeniu sukcesu. Pomoże nam w tym realistyczny i prawdziwy obraz samych siebie i swoich działań, a te można osiągnąć między innymi praktykując 3 x 5 minut dziennie.

Osobą naturalnie wspierającą, towarzyszącą, udzielającą informacji zwrotnej powinien być świadomy menedżer, lider, HR biznes partner, do którego powinniśmy mieć  elementarne zaufanie pozwalające dzielić się swoimi myślami z obszaru zawodowego. Jeśli nie można liczyć na pomoc hierarchiczną warto poszukać w organizacji mentora lub przynajmniej bardziej doświadczonego, zaufanego kolegi. A jeśli jesteśmy na szczycie hierarchii lub sami siebie zatrudniamy warto mieć coacha lub korzystać z superwizji.

Niekiedy poczucie winy ma głębsze źródła i jego okiełznanie wymaga wsparcia osób trzecich – specjalistów. Czasem wystarczy wsparcie coachingowe, innym razem warto poprosić o wsparcie psychoterapeutę, a jeśli mamy do czynienia ze skrupułami moralnymi powiązanymi z psychicznym poczuciem winy, również duchownego.

Warto jeszcze wspomnieć, że poczuciem winy często jesteśmy manipulowani przez innych. Ludzie wrażliwi, empatyczni, chętnie udzielający innym pomocy często wpadają w tę pułapkę i pozwalają sobie poczucie winy „sprzedać”. Nie pozwalajmy na to.

Kiedyś jeden z Doradców opowiadał mi o Klientce, która po zakończeniu sprawy karnej właśnie jego obarczyła odpowiedzialnością za to, że sprawa nie do końca poszła po jej myśli i tak jak by tego oczekiwała. I to właśnie przez Doradcę będzie miała teraz poczucie, że nie zrobiła tego, co trzeba. Było to podwójnie przykre, bo po pierwsze Doradca jak zawsze robił wszystko, co mógł, aby sprawę jak najlepiej obsłużyć, a po drugie to Klientka zdecydowała się przyjąć warunki skazania zaproponowane przez sprawcę, a dopiero później zmieniła zdanie.

Co można z taką sytuacją zrobić? Być czujnym i nie wierzyć na słowo. A jeśli zaczniesz mieć wątpliwości, weź kartkę papieru i narysuj na nim kółko. Następnie zaznacz na tym kółku odpowiednimi ćwiartkami w jakim zakresie odpowiadają za daną sytuację konkretne osoby, a jeśli znajdziesz miejsce na swoją odpowiedzialność, to też to zaznacz, w takim procencie, w jakim wskazuje ci na to twoje sumienie.

A przede wszystkim zatrzymuj się co najmniej trzy razy dziennie na pięć minut i zapisz co najmniej trzy rzeczy, za które jesteś wdzięczny. Minimum to! Wtedy osiągnięcia przyjadą, a poczucie winy roztopi się w dojrzewającym, wdzięcznym sumieniu.
________________________

Marcin Grońsk – prawnik, coach, przedsiębiorca

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *