Duch, Umysł

Proces dydaktyczny w zen

Praktykujący zen, szczególnie na początku drogi, zastanawiają się jak wygląda proces dydaktyczny oraz na czym polega praca z koanami. Fragment rozmowy przeprowadzonej z Alexandrem Poraj- Żakiejem na potrzeby książki „Rozmowy o codzienności” z pewnością odpowie choć na niektóre z tych pytań.

Na czym polega proces dydaktyczny w zen?

Proces dydaktyczny polega na odebraniu identyfikacji z kontrolą. Weźmy na przykład klasyczny koan Palec Gutei. Otóż Gutei podnosił palec do góry, ilekroć ktoś go pytał o zen. Uczeń zaczął go naśladować. Kiedy Gutei dowiedział się o postępowaniu swojego ucznia, zawezwał go i zapytał o zen. W chwili, gdy chłopak podniósł palec do góry, mistrz obciął go. Uczeń krzyknął, zerwał się z miejsca, by uciekać, ale Gutei zawołał go. Gdy chłopak odwrócił się, mistrz podniósł palec. W tym momencie uczeń doznał przebudzenia.

Po prostu uczeń zrozumiał, że jest nieautentyczny. On kopiował mistrza. A czy o to chodzi w zen?

Pewnie wielokrotnie słyszałaś hasła: „Wszystko jest zen”, „Jesteśmy jednością”. Ale jeśli teraz uderzyłbym ciebie, to byłabyś oburzona. Uciekałabyś stąd, myśląc: jak tak można? Czyli nie wszystko jest jednym, prawda? Czyli nie ma hasła i kończy się cała twoja czy czyjaś filozofia. I na tym to właśnie polega.

To znaczy na zatrzymaniu myśli?

Póki kontrolujemy sytuację, nie myślimy, lecz jesteśmy swoim konceptem. Ale nie ma „ja”, które myśli. Odwrotnie! My jesteśmy rezultatem naszych myśli. Czasem ktoś znajduje się w trudnym momencie życia – w sytuacji bez wyjścia. To może być przymusowe odizolowanie lub poważna, nieuleczalna choroba. W każdym razie doświadcza rozpadu wszystkich swoich dotychczasowych życiowych planów. Jeżeli u tej osoby nie dojdzie do zaniżenia poziomu obecności, to może się zdarzyć, że zupełnie zniknie pojawianie się myśli, ale nie świadomość. Ponieważ świadomość i identyfikacja z produktami myślowymi to nie to samo. Jest taki słynny koan Rinzaia. Uczeń podchodzi do mistrza i pyta: „Co to jest zen?”. Rinzai wstaje z krzesełka i mocno uderza ucznia. Chłopak jest tym postępkiem bardzo zaskoczony. Chwilę później, gdy młody adept wrócił do swojego zendo, siedzący obok niego mnich zapytał go: „Dlaczego nie podziękowałeś?”. I w tym momencie uczeń doznał oświecenia – uświadomił sobie rzeczywistość taką, jaka ona jest.

Czy ćwiczenia podczas odosobnienia mają spowodować dekompensację konceptu?

Odosobnienie nie jest niczym innym, jak doprowadzeniem normalnego działania umysłu do sytuacji bez wyjścia. W trakcie sesshinu nie chodzi o to, żeby było lepiej lub gorzej, albo czy mam myśleć, czy nie myśleć. Chodzi o powrót do oddechu. Wraca się do oddechu – lub też wraca się do „mu”. Cały czas tylko wracasz, wracasz, wracasz…

To ćwiczenie prowadzi do pewnej desperacji?

W wielu klasycznych drogach duchowych, a zen jest jedną z nich, ćwiczeniem doprowadza się do pewnej desperacji mentalnej, do wybicia umysłu z kontroli. Zatem jesteś w desperacji, powiedzmy, że w szaleństwie. Jeśli poważnie to traktujesz, to nie wiesz, po co tracisz tę normalną koordynację. I to jest właśnie miejsce, gdzie możesz nagle puścić i przebudzić się inaczej.

Czy są na to szczególne sposoby?

Są dwa sposoby. Pierwszy: nie wchodzić w umysł, tylko być, trenować „po prostu jestem”. Ta technika nazywa się shikantaza i nie ma nic wspólnego z koncentracją. Druga metoda polega na tym, by poprzez koany sprowokować „przegrzanie” umysłu i doprowadzić do sytuacji bez wyjścia.

W tym drugim sposobie szukamy rozwiązania?

Tak. Zajmujesz się problemem, którego mentalnie i tak nie rozwikłasz. Pomimo to chcesz znaleźć rozwiązanie lub nauczyciel tego od ciebie wymaga. Szukanie doprowadza umysł do sytuacji granicznej.

Od dawna stosuje się w zen koany?

Ta metoda narodziła się w IX–X wieku w Chinach i, o ile wiem, nie we wszystkich liniach stała się częścią nauczania. To, jak lub kiedy używa się tej techniki, zależy już od konkretnego przekazu i od mistrza. W niektórych tradycjach stosuje się koany od początku regularnej praktyki, a w innych szkołach wykorzystuje się je dopiero po doświadczeniu. W tradycji Soto koany nie są często stosowane. Odwrotnie jest w tradycji Rinzai. Ale i tu dużo zależy od miejsca praktykowania. W niektórych chińskich liniach zen stosuje się około pięciu koanów, a w linii Sanbô-Kyôdan kilkaset.

Czy koan jest uniwersalny?

Przede wszystkim to świetny dynamit do rozkruszania tożsamości. Aby zainicjować to rozbicie, należy najpierw rozmieścić materiał wybuchowy w odpowiednich punktach. W przeciwnym razie nie rozłupie się twardego fundamentu. Z mojego doświadczenia wynika, że istotna jest też dynamika między nauczycielem a osobą ćwiczącą.

Koan działa bezpośrednio na przywiązanie do tożsamości, do kultury?

Wiele koanów tak właśnie działało, ponieważ opisywały bardzo konkretne sytuacje, w których nauczyciel, stosując odpowiednią metodę wobec ucznia, dokonywał rozłamu w jego przywiązaniu do tożsamości. Gdy uczeń pozostawał jeszcze trochę świadomy, dochodziło u niego do zrozumienia – doświadczenia.

Czy może się zdarzyć, że koan nie zadziała na przywiązanie do kultury?

O, tak! Z powodu słownictwa nie odpali dynamit. Jest słynny koan z bardzo znanego zbioru „Mumonkan”, w którym uczeń pyta mistrza: „Kim jest Budda?”. Nauczyciel odpowiada: „Ten kijek”. Dawniej w klasztorach buddyjskich wycierano sobie kijkiem tyłek. A buddyzm był religią państwową i cieszył się uznaniem ludzi. Dlatego ta odpowiedź wprawiała ucznia co najmniej w osłupienie. Ten sam dialog w warunkach zachodnich nie spełniłby już swojej funkcji – w naszej kulturze prędzej zgasłby lont, niż odpalił dynamit. Inaczej będzie, jeśli przetłumaczymy ten koan na język chrześcijański. Pytanie: „Co jest istotą Boga?”. Odpowiedź: „Papier toaletowy”. Takie słownictwo w naszej kulturze powinno odpalić. Trzeba być dość trzeźwym, wolnym, żeby właśnie w ten sposób pracować z koanami. Zawsze warto zwrócić uwagę na to, czy niektóre z nich w dzisiejszych zachodnich warunkach nie są zbyt archaiczne, muzealne. Są ludzie o odmiennej strukturze świadomości i dla nich przeżywanie sytuacji granicznych może być trudniejsze. Zajmujemy się tym tematem, od kiedy do Benediktushof zaczęły przyjeżdżać osoby cierpiące z powodu problemów natury psychicznej. Dawniej to, co aktualnie nazywamy depresją, nerwicą, psychozą, miało zupełnie inne konotacje niż dziś; było mniej różnicowane – albo ktoś zwariował, albo nie zwariował. Teraz, dzięki badaniom zachodnich naukowców, zdecydowanie więcej wiemy o strukturach naszej tożsamości. Mimo to zrozumienie oraz klasyfikacja chorób psychicznych są dla nas dość nowe.

Książkę „Rozmowy o codzienności” można zamówić na stronie Fundacji Mądrość Wschodu i Zachodu.

3 komentarzy dla Proces dydaktyczny w zen

  1. Bożena napisał(a):

    Czy współczesny mistrz zen wymyśla koany, czy raczej korzysta z ustalonego przez poprzedników zbioru?
    Czy jeden koan może mieć różne rozwiązania?
    Koan na wstępie książki Alexandra pt.”Zen w codzienności”, brzmiący: „Jeżeli spotkasz na swej drodze człowieka, który zna prawdę, nie mów ani słowa, nie milcz” wydaje się być umieszczony w doskonałym punkcie, wysadza w powietrze wszystkie moje koncepty, wyobrażenia, zanim zacznę lekturę.

    • Marcin napisał(a):

      Wypowiem się gościnnie. Z mojego doświadczenia wszystkie koany mają dokładnie jedno to same rozwiązanie. Wskazują jedynie na faktyczną rzeczywistość danego momentu i prowadzą do punktu, gdzie po części powstaje jasne rozróżnienie pomiędzy rzeczywistością, a jej mentalną interpretacją, którą omylnie i nieświadomie uznaje się za rzeczywistość.

      Czym jest Budda? -przyciski na klawiaturze.

    • Alexander Poraj Żakiej napisał(a):

      W zależności od tego w ramach jakich szkół jest praktykowany zen mistrz może, choć nie musi, korzystać w koanów. Zwykle korzysta się z tradycyjnych koanów, ale powstały też zbiory tych współczesnych. Tak naprawdę koanem może być czasami jedno zdanie, które pojawi się np. podczas dokusan.
      Koany mają rozwiązania, ale nie o to tak naprawdę chodzi. Ich rola jest inna- ma „zmusić” umysł ucznia do wyjścia poza logiczne myślenie, poza pewien schemat, chodzi o wejście na inną płaszczyznę. Poznanie odpowiedzi czy jej znalezienie w literaturze nic nie zmienia, jesli praca z koanem prowadzona jest z poziomu „myślenia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *