Wiersz Trzeciego Patriarchy, który powstał w VII wieku w Chinach, jest jednym z najbardziej znanych tekstów  w tradycji zen. Stanowi bardzo precyzyjny opis ćwiczenia jakim jest zazen oraz pokazuje na jakie problemy napotykają praktykujący:

Doskonała droga nie zna przeszkód,

nie dokonuje jednak wyboru między jedną rzeczą a inną.

Po tym jak wyzwoliła się tak samo od miłości jak od nienawiści,

staje się pełna i nie potrzebuje się ukrywać.

Uczyń różnicę wielkości jednej dziesiątej cala,

a już ziemia i niebo rozdzielą się.

Jeżeli chcesz ujrzeć  Drogę na własne oczy,

nie miej żadnych myśli jej przychylnych ani jej przeciwnych.

Przeciwstawiać sobie to, co lubisz i to czego nie lubisz

to choroba umysłu.

Kiedy nie rozumiesz ukrytego sensu Drogi

bezcelowo zakłócasz spokój swojego umysłu.

Przekaz wiersza jest prosty, jednak większość osób, szczególnie tych inicjujących się na ścieżce zen, rozumie wiersz inaczej i wypacza podświadomie jego sens; wtedy można go ująć w ten sposób:

Doskonała droga jest prosta, jeżeli znajdę to co jest prawdziwe, gdzie tylko miłość i żadnej nienawiści, tam wszystko jest jasne. Jeżeli dobrze rozróżnię między dobrem i złem, to wtedy jestem bliższy prawdy. Konflikt między tym co lubię, a tym czego nie lubię jest do rozwiązania i przyniesie mi spokój.

Jak pokazuje sam początek wiersza Seng – T’sana, ćwiczenie zazen jest proste, jeśli tylko przestaniemy dzielić, np. rozróżniać między miłością i nienawiścią, które są tutaj przykładem dwóch skrajnych stanów doświadczanych przez większość z nas. Wiersz wspomina też o tym, co jest problematyczne dla ludzkiego umysłu, któremu automatycznie wydaje się, że miłość jest właśnie tym, co powinniśmy wybierać, a nienawiść – tym co musimy odsuwać od siebie. Nie zdajemy sobie sprawy, że mówiąc „miłość”, automatycznie w tle pojawia się pojęcie „nienawiść”. Wydaje nam się, że wiemy, czym jest miłość, a czym nienawiść; nie zastanawiamy się czy w ogóle obydwa te stany/uczucia istnieją … Wynika to z tego, że identyfikujemy miłość z pewnymi odczuciami jakie w nas się pojawiają i to co jest nam miłe, sprawia przyjemność i podoba się, określamy jako miłość. Automatycznie, to co nam się nie podoba i zagraża nam, określamy jako niemiłe i przypisujemy w skrajnych przypadkach nienawiści.

Patrząc wstecz, w historię, widzimy, że dyktatorzy, którzy kojarzą się jednoznacznie źle, z nienawiścią, chcieli w swych dążeniach “dobrze” dla pewnej  grupy osób. Dlatego osoby te wsparły ich, zaufały. Patrząc na różne działania będące udziałem ludzi czy tylko zapoczątkowane przez nich, widać, że w imię tzw. dobra, zrobiliśmy jako ludzkość wiele złego. Można więc powiedzieć, że mamy tak naprawdę do czynienia z konfliktem koncepcji dobra. Nie dla wszystkich dobro znaczy to samo …

Wracając do wersu wiersza „… nie dokonuje jednak wyboru między jedną rzeczą a inną. Po tym jak wyzwoliła się tak samo od miłości jak od nienawiści”, uświadamiamy sobie, że na doskonałej drodze nie chodzi o rzeczywistość, ale o nasz sposób myślenia, który opiera się na rozróżnianiu i ocenianiu. Ludzie zbyt często mylą rzeczywistość ze swoim sposobem myślenia. Określają coś jako dobre, sądząc, że w rzeczywistości ono takie jest, jeśli zaś nie pasuje do tego określenia, to na pewno jest złe.

Natomiast w zen mamy rezygnację z dyskursywnego myślenia, nie mamy tutaj myślenie o czymś w kategoriach dobry- zły. Już samo myślenie o czymś jest w swoje naturze bipolarne, gdyż myśląc „biały”, od razu mam w głowie „czarny”, myśląc „dobre” od razu myślimy „złe”. Dzieje się to poza naszą świadomością i jest nawykiem naszego umysłu.

Nam się tylko wydaje, że myślenie jest odzwierciedleniem rzeczywistości.  Jest to złudzenie! W zen wgląd w sposób funkcjonowania naszego umysłu uzmysławia, że dobro i zło są komplementarnymi dwubiegunowymi częściami naszego sposobu myślenia. Nawet mówiąc „chcę być dobry” od razu mam koncepcję, co to znaczy „być złym”. Tak więc im bardziej staramy się być lepsi, tym obraz tego gorszego jest w nas wyraźniejszy i bardziej z nim walczymy.

Zrozumienie zen i sedna ćwiczenia zazen nie polega na tym, że wyobrażamy sobie coś lepszego i staramy się to osiągnąć. W zen rezygnujemy po prostu z dyskursywnego myślenia, ale robimy to przy pełnej świadomości. Wtedy coś po prostu jest, ale my nie przypisujemy mu już cech takich jak dobry, zły, właściwy, niewłaściwy.

Wracając do wiersza, musimy po prostu zrozumieć, że ćwiczenie zen jest proste przy pewnym warunku – musimy przestać rozróżniać przy pełnej świadomości:

Jeżeli chcesz ujrzeć  Drogę na własne oczy,

nie miej żadnych myśli jej przychylnych ani jej przeciwnych.

Czyli: wszystko jest jakie JEST jeśli tylko przestaniemy oceniać, komentować i dążyć do zrobienia z tego czegoś, co według nas powinno być.

Dla wielu osób zaryzykowanie nie nadawania etykietek temu co jest wokół jest trudne, ponieważ to, co pojawia się w ich świadomości, wywołuje różnego rodzaju uczucia, a uczucia są dla nas jako ludzi bardzo ważne. Kierując się nimi unikamy tego, co wywołuje nieprzyjemne odczucia, a z kolei lgniemy do tego, co wywołuje miłe.  Czując coś przyjemnego, dążymy do utrzymania tego stanu bądź to przez bliskość konkretnej osoby bądź pozostanie w jakimś miejscu, pozyskanie jakiegoś przedmiotu. W przypadku nieprzyjemnych odczuć— postępujemy na odwrót. Jednak wystarczy zrozumieć i zaakceptować fakt, że tak naprawdę nie ma nic stałego – wszystko płynie, a więc i uczucia nie zostają z nami na zawsze. Każde z nich przemija, zmienia się, zarówno te miłe, jak i przykre.

 

Komentarze dla Ćwiczenie zazen w oparciu o wiersz Seng-T’sana cz.1

  1. Michał napisał(a):

    Tak, wy, MYŚLI, jesteście przewrotnym tworem i czynicie dużo zamieszania.
    Potraficie być sprzeczne i prowadzić wojnę same ze sobą, aby tylko coś się działo, bo nie interesuje was żaden finał, lecz gonitwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *