Kim jest autor próbujący wskrzesić Jezusa dla współczesnego świata? Odgruzować go spod nagromadzonych przez wieki arbitralnie dopowiadanych domysłów, skostniałych dogmatów, nieporozumień?

Adyashanti przez czternaście lat praktykował zen, potem, zachęcony przez nauczycielkę sam zaczął nauczać, ale już nie trzymając się ram wyznaczonych przez tradycję zen, ani przez żadną inną tradycję. Swoją rolę w kontaktach z uczniami postrzega w ten sposób: „Prawda wykracza poza formy pojęciowych fundamentalizmów. Wykracza poza nie to, czym jesteście – już tu i teraz, przebudzeni i obecni. Ja po prostu pomagam wam sobie tę prawdę uświadomić.” Choć jego rodzice nie byli religijni, w ich kalifornijskim domu na co dzień poruszano tematy związane z religią i duchowością, a jednego ze swoich dziadków do dziś wspomina jako wzorzec prawdziwego chrześcijanina, „ucieleśnienie Chrystusowej bezwarunkowej miłości”. Jemu też zadedykował tę książkę.

Według autora „Historia Jezusa odzwierciedla drogę duchowego przebudzenia dla każdego, kto ma oczy, dzięki którym może to zobaczyć lub doświadczenie, dzięki któremu może to odczuć.” I zgodnie z taką interpretacją opowieści, stanowiącej podwaliny świata kultury chrześcijańskiej, zostało skonstruowane „Wskrzeszanie Jezusa”. W kolejnych rozdziałach Adyashanti przygląda się narodzinom i chrztowi, kuszeniu, posłudze uzdrawiania, nauczaniu przez przypowieści, cudom i Przemienieniu, Ostatniej Wieczerzy i wydarzeniom w ogrodzie Getsemani, wreszcie Ukrzyżowaniu i Zmartwychwstaniu. W przytaczanych obficie cytatach z Ewangelii (zwłaszcza z jego ulubionej Ewangelii wg Św. Marka) odkrywa na nowo głębokie, symboliczne znaczenie, jakie niesie ze sobą postać Chrystusa, jego życie. Jak pisze: „to nieważne, na ile życie Jezusa zgodne jest z historycznymi faktami. Historia ta bowiem opowiada o tobie i o mnie, o nas wszystkich. Opowiada o mieszkającej w nas rzeczywistości, która czeka na to, byśmy ją odkryli. To wasze prawdziwe „istnienie”, wasza prawdziwa jaźń. (…) Przez Jezusa prześwieca boskie „istnienie” przyobleczone w istnienie ludzkie.” W takim ujęciu interpretacja narodzin Syna Bożego z dziewicy staje się jasna, niemal oczywista. Jako formy cielesne pochodzimy od pary przeciwieństw – mężczyzny i kobiety, ojca i matki. Jednak, jak pisze Adyashanti, nasza głębsza natura „jest wieczna i nie została zrodzona z pary przeciwieństw. Przychodzi na świat czasu i przestrzeni z bezczasowości, z chwilą gdy zyskujemy nasze ludzkie wcielenie.” Pochodzenie boskości ucieleśnionej w Jezusie jest więc „dziewicze”, czyli nierozdzielne, całościowe. Zesłany przez niebiosa to ktoś, kto wyłania się z jedności i całości. Tak właśnie należy rozumieć określenie „Syn Boży zrodzony z Dziewicy”.

Prawie na każdej karcie tej książki, w centrum każdego komentowanego wydarzenia podkreśla się, iż koleje losu bohatera wszystkich Ewangelii, ale też Apostołów i innych postaci, z którymi Jezus się styka, dotyczą każdego z nas, opisują nasze słabości, wyzwania, z jakimi się zderzamy i pokusy, jakim ulegamy. Adyashanti chętnie sięga po własne doświadczenia – niekoniecznie po to, by sobie schlebiać. Obnażając czasami swoje słabości chce uwiarygodnić psychologiczną i duchową prawdę zawartą w biblijnych opisach. Oto jak przykładem z własnego życia ilustruje drugie kuszenie Chrystusa.

Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: <Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień>. Odrzekł mu Jezus: <Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego>. (Biblia Tysiąclecia, Mt. 4/5-7)

To odpowiedź najprostsza z możliwych – tłumaczy Adyashanti. Innymi słowy, „nie mam zamiaru się popisywać, nie muszę niczego udowadniać. Nie wystawię się na pokusę nadużywania swojej mocy”. A więc, trzeba zawierzyć głębszej prawdzie, temu, co sam już wiem, a nie dać się zwieść światu pozorów, pokazówek, chęci zaimponowania innym. Takie sytuacje zdarzają się wielu ludziom na ich drodze rozwoju duchowego.

Adyashanti wspomina, że po swoim pierwszym przebudzeniu (miał wówczas 25 lat) na spotkaniach grupy medytacyjnej zaczął odczuwać pyszałkowate zadowolenie z siebie, wyższość nad innymi, którzy takiego doświadczenia za sobą nie mieli. Kiedy po wyjściu z medytacji uświadomił sobie, co się z nim działo, szczerze się przeraził i zawstydził, ale kryjący się w nim „arogancki typek”, jak sam go nazwał, wcale nie chciał łatwo ustąpić. Przez dłuższy czas walczył z nim na różne sposoby: stosując opór, potępiając, nienawidząc, wreszcie starając się współczuć i z miłością do siebie przygarniać. Wszystkie metody zawiodły i dopiero wtedy przestał reagować na obecność aroganta. Poddał się. A to, jak wiadomo – poddanie się, działanie przez „nicnierobienie” – przynosi najlepsze efekty. Arogant natychmiast zniknął. W ten sposób, na kanwie biblijnych przypowieści autor wprowadza gdzie nie gdzie elementy własnego nauczania, powołuje się też na inne duchowe tradycje.

Dzieje się tak w przypadku przeprowadzenia bardzo ciekawej paraleli między charakterystycznym dla zachodniej kultury pojęciem „zła” a występującą we wschodnich systemach filozoficzno-religijnych „mają”, oznaczającą iluzję. Przyglądając się postaci Judasza, Adyashanti wyodrębnia w nim archetypiczne poczucie bolesnego braku, skazy, poczucie najczęściej nieuświadamiane, a tutaj, w „czarnym” charakterze historii Jezusa wyolbrzymione do rozmiarów wielkiej, zdradliwej podłości. Poczucie, że coś jest nie tak, jest, jak pisze autor „Wskrzeszania” uniwersalne. W teologii wschodniej powoduje je maja, zawieszając przed nami zasłonę iluzji, która każe nam żyć w przekonaniu oddzielenia od innych, od świata i od Boga. Jest to rodzaj kosmicznej pomyłki. „Ale w naszych zachodnich religiach iluzja nie jest niewinną pomyłką. Staje się ona czymś ciemnym i złowieszczym. W religiach, które ukształtowały naszą kulturę, to poczucie egzystencjalnego braku uległo mitologizacji i personifikacji, przybierając postać szatana.”

Historia Jezusa poświadczona jego życiem pokazuje nam, że nie jesteśmy oddzieleni od ostatecznej, boskiej rzeczywistości. Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. „Kiedy „stajemy się” tą historią, wskrzeszamy ją ze starych form nadawanych jej na nasz użytek przez tych, którzy chcą nad nami sprawować kontrolę a nie nas wyzwolić, zgodnie z misją samego Chrytusa.” I to właśnie, za pomocą swojej książki, chce nam uświadomić Adyashanti.

 

Do następnego razu i następnej cennej książki!

 

Adyashanti, Resurrecting Jesus. Embodying the Spirit od a Revolutionary Mystic, Sounds True 2015.

 

jezus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pobierz darmowy e-book!

Zapisz się do newslettera i pobierz darmowy 46- stronicowy e-book Alexandra Poraj-Żakieja "Wprowadzenie do ZEN".

Twoje dane nie zostaną opublikowane i udostępnione osobom trzecim